Katalog

Cecylia Mikołajuk
Język polski, Scenariusze

Kopernikalia - scenariusz

- n +

Przed Kopernikiem

Sala przedstawia galerię obrazów, myślę, że dobrze by było wykorzystać własne prace uczniów. W punkcie centralnym musi być obraz Jana Matejki "Mikołaj Kopernik"
Uczniowie zwiedzają wystawę obrazów. Główne dzieło to obraz Jana Matejki "Mikołaj Kopernik". W kąciku siedzi na krześle babcia pilnująca, jest bardzo znudzona, przysypia, budząc się od czasu do czasu. Na początku wchodzą dwaj panowie, z zainteresowaniem oglądają wystawę, po cichu wymieniają uwagi. W końcu ustawiają się z boku.

Pan I
Coś wspaniałego, chyba nikt inny nie mógłby powiedzieć tak wiele o wielkości polskiego astronoma. Tu Matejko kilkoma pociągnięciami pędzla oddał wszystko- ważność odkrycia, moc nauki, uduchowienie Kopernika, który sięga tam, gdzie człowieka jeszcze nigdy nie było i długo nie będzie. Jakaś moc bije z tego dzieła, niezmierna wiara w ludzkie możliwości. Gdy patrzę na ten obraz odzyskuję wiarę w człowieka, w jego dobro, w nieograniczone możliwości, wierzę, że jednak zwycięży dobro i piękno.

Pan II
Rzeczywiście, tak sobie myślę, że gdyby w Polsce z wielkich ludzi był tylko Mikołaj Kopernik i Jan Matejko, to już by wystarczyło, aby znał nas cały świat! Chodź, spójrzmy na to arcydzieło jeszcze raz, aby utrwalić w pomięci to niepowtarzalne piękno i niezwykłą wymowę tego obrazu.
(Ruszają w kierunku obrazu, w tym momencie do galerii wchodzi wycieczka szkolna na czele z nauczycielem. Dzieciaki ubrane i uczesane bardzo współcześnie, są rozgadane, poruszają się szybko, słychać głośne śmiechy i rozmowy. Panowie spoglądają znacząco po sobie i powoli wycofują się na poprzednie miejsca.)

Pan I
Niestety, musimy już iść, bo oglądać już raczej się nie da.

Pan II (z lekkim rozbawieniem w głosie i uśmiechem na twarzy)
Nie, zostańmy jeszcze, to (wskazuje głową grupę) może być całkiem niezłe przedstawienie, pooglądajmy.
(ustawiają się na poprzednim miejscu, bacznie obserwują grupę, czasami coś pokazują, śmieją się, niekiedy mają zgorszone miny. Dzieciaki obiegają salę wystawową)

Nauczyciel (głosem nieco zniecierpliwionym)
Proszę podejść do tego obrazu. To jedno z największych dzieł Jana Matejki. O tym malarzu chyba nie muszę wam mówić, jesteście już na wysokim poziomie rozwoju intelektualnego, a reprodukcje jego dzieł widzieliście wielokrotnie, chociażby na lekcjach historii. O postaci przedstawionej na obrazie też dużo wiecie, gdyby jednak ktoś miał pytania, chętnie na wszystkie odpowiem.

Dzieciaki (chórem)
Nie, nie trzeba.

Nauczyciel
W takim razie proszę uważnie obejrzeć to arcydzieło, jak najwięcej zapamiętać i zastanowić się nad wymową tego obrazu. Możecie wymieniać spostrzeżenia, róbcie to jednak cicho, bo przecież jesteśmy w galerii.
(Uczniowie chodzą parami i wymieniają uwagi. Zawsze głośno mówią osoby, które znajdują się najbliżej obrazu)

Aśka (mówi do koleżanki, bacznie przypatrując się obrazowi)

Ty, Gosia, czy ten Kopernik ma kołnierz z soboli, wtedy chyba one były modne.

Gosia

Chyba nie, to pewnie norki, bo zbyt nadziany to on nie był.

Aśka (z przekonaniem w głosie)

Jak to nie był, wprawdzie to tylko naukowiec, ale przecież wynalazł astronomię!

Gosia

Pewnie masz rację, to jednak sobole. (odchodzą w głąb, zbliża się następna para)

Tomek (z podziwem w głosie)

Patrz na te ramy. One błyszczą jak złoto, ten Matejko to miał szmal, ciekawe ile dziś dostałbym za te ramy?

Andrzej (pukając się znacząco w czoło)
Ty, myślisz czy tylko mówisz, przecież te ramy to Matejko dostał od jakiegoś tam komitetu, on tylko środek namalował.

Tomek (traci zainteresowanie obrazem, macha ręką i odchodzi)

(zbliżają się dwie dziewczyny, z których jedna jest skromna, a druga strojem i zalotnymi spojrzeniami w kierunku chłopaków, sygnalizuje, że lubi miłosne przygody)
Olka (ta zalotna)

Brr, nie chciałabym tak spędzać samotnie zimowych nocy na ganku. Czy on nie miał żony?

Beata (ta skromna)

Chyba nie.

Olka (z rozmarzeniem w głosie)

Bo widzisz moja droga, żonaci mężczyźni nie wychodzą z domu, siedzą z żonami przy kominku, rozmawiają, pieszczą, kochają. A bez żony dom pusty i każdy chłop z niego ucieka. (w tym czasie podchodzi Bartek, który podsłuchał ostatnie słowa Olki)

Bartek (z drwiną w głosie romansowym tonem)

To błąd moja droga! Zawsze słyszałem, że to żonaci mężczyźni najchętniej z domu uciekają.

Olka (spogląda z niechęcią na Bartka, odwraca się do niego tyłem, chwyta za rękę Beatę i mówi)

Beatko, chodźmy stąd, towarzystwo przestaje mi odpowiadać!
(Odchodzą, Bartek spogląda za nimi nieco zaskoczony. Zbliżają się następne dziewczyny.)

Monika

Anita, chodźmy stąd, ja już mam dość i strasznie się nudzę, a przy wejściu widziałam super chłopaka, mówię ci, na pewno tam na mnie czeka, no chodź.(pociąga koleżankę za rękaw)

Anita (wzburzonym tonem)

Głupia jesteś, czy co! Jeśli wyjdziemy, wszyscy pomyślą, że jesteśmy ograniczone i nie znamy się na arcydziełach, a poza tym nie chcę podpaść belferce i tak mam już nieczyste konto. Później mamy mieć czas wolny, to dopadniesz tego swego ideała, nie bój się, jak kocha, to poczeka.
(Podchodzą dwaj chłopcy)

Robert
Ty, ile my płacimy za te wątpliwe przyjemności?

Daniel

Nie wiem dokładnie, ale chyba po pięć złotych.

Robert (z przerażeniem w głosie)

O Jezu, nie to niemożliwe, tyle forsy! Czekaj no, co ja bym za to kupił? (po chwili zastanowienia) O Boże, przecież to prawie dwie paczki, ale bym się napalił i jeszcze Tomka poczęstował. A cola, a prawie trzy wejścia na dyskotekę, no nie ja tego nie przeżyję!
Daniel (spogląda na kolegę trochę zdegustowany)

Przesadzasz, ponoć pół dochodu z tej wystawy przeznaczono na konto ubogich studentów.

Robert (przerywa koledze, mówi szybko poirytowanym głosem)

No teraz, to mnie dobiłeś, powiedz, że blefujesz, o ja nie mogę, przecież ja teraz daję na tego studenciaka Barbasiewicza, no tego, który daje mi korki. No nie, i tak płacę mu za wszystko- odrobi pracę z polaka i już mu wpada dwudziestka, za zadanie z matmy chce jeszcze więcej, a ostatnio, wyobraź sobie nawet za rysunek z plastyki zażyczył sobie dychę! I ja idiota jeszcze go wspomagam, no nie, chodźmy stąd jak najprędzej, dłużej nie wytrzymam! (odciąga Daniela od obrazu)

Agata (podchodzi i wpatruje się w obraz, nie zwraca uwagi na otoczenie, mówi głośno uduchowionym tonem. Znienacka zbliża się do niej Dorota i w uważnie przysłuchuje się)

Co za włosy!... jaki wyraz twarzy!... jakie akcesoria!.. Weźmy na przykład tę latarnię, jaki kolor światła... cudowne!... Zaraz odgadujesz, że rzecz działa się w epoce, kiedy nie znano światła elektrycznego i kiedy świeczki łojowe diabelnie kopciły!

Dorota (wpada w ton wypowiedzi koleżanki)

A mnie nie wszystko się podoba... takie długie włosy, to wcale nie dla astronoma...
Przy tym twarz jakby martwa! Ja się trochę na tym znam, bo sama jestem znakomitą malarką!

Agata (spogląda na koleżankę z podziwem)

Taaak! Nie można powiedzieć, aby obraz był bez zarzutu, z tym wszystkim jednak nie jest i bez pewnych zalet! Nie powiem, aby natchnienie w taki sposób miało się objawiać... Ja nieraz w chwili natchnienia siadam przed lustrem i uważam, że zupełnie mam inny wyraz twarzy od tej!

Dorota

Bo widzisz, to jest rzecz temperamentu... My mamy natchnienie poetyczne, a Kopernik miewał natchnienia z dziedziny nauk ścisłych.

Agata (wskazując palcem fragment obrazu)

Co to może znaczyć ten kawałek drewna podobny do ramy starej okiennicy?

Dorota (przygląda się uważnie, po chwili zastanowienia)

Tu... na tej zawiasie musi być mikroskop... do patrzenia, a to, co leży, to metr, miara używana przez astronomów.
(Podchodzą dwaj chłopcy)

Sebastian

Ja to siedziałbym dzień i noc przed tym obrazem, ale wszystkie krzesła zajęte, a mnie strasznie nogi bolą.

Jacek (rozgląda się bacznie wokół, jego uwagę przykuwa drzemiąca na krześle babcia)
Też masz problem, wyciągnij tej babie stołek, śpi tak mocno, że nawet nie poczuje. Albo siadaj na podłogę!

Sebastian

Daj spokój, ja tam awantur nie lubię, a na podłodze dawno bym siedział, ale mam nowe spodnie- nie widzisz oryginalne wranglery, jeszcze bym je pobrudził.

Sandra (podchodzi samotnie)

Wszystko rozumiem... i to, że siedzi na ganku, i to, że jest w futrze, i to, że trzyma cyrkiel... Ale dlaczego on tak głowę podniósł do góry i ręce wyciągnął... tego już pojąć nie mogę!

Pan I (nie wytrzymuje i podchodzi do Sandry)

Modli się, modli moja droga... i mówi: Panie, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią!..
(Pan odchodzi, dziewczyna spogląda za nim zdziwiona)

Nauczycielka

Kochani, widzę, że jeszcze macie ochotę, na oglądanie, ale niestety, musimy już iść. (wychodzą, babcia budzi się)

Scenariusz przedstawienia na motywach utworu Bolesława Prusa "Przed Kopernikiem" opracowała Cecylia Mikołajuk nauczyciel Gimnazjum nr 2 w Sokołowie Podlaskim.
 

Opracowanie: Cecylia Mikołaju

Wyświetleń: 1200


Uwaga! Wszystkie materiały opublikowane na stronach Profesor.pl są chronione prawem autorskim, publikowanie bez pisemnej zgody firmy Edgard zabronione.