Katalog

Anna Szczepkowska-Kirszner
Język polski, Konkursy

Zabawa z ortografią - jak zorganizować w szkole Olimpiadę Ortograficzną

- n +

Z ortografią za pan brat

"Słyszę i zapominam. Widzę i pamiętam. Robię i rozumiem."
(Konfucjusz)
Wraz z wprowadzeniem reformy oświaty nastąpiło wiele pozytywnych zmian, głównie systemowych, ale można też zauważyć zmiany negatywne. Kiedy zaczynałam pracę w szkole podstawowej 10 lat temu moi uczniowie mieli okazję prezentować zdobytą wiedzę uczestnicząc w różnego typu konkursach, organizowanych przez Wojewódzkie Ośrodki Metodyczne (konkursy ortograficzne, mitologiczne, czytelnicze). Dziś nie mają takich możliwości, a szkoda.

Obecnie w szkole bardzo duży nacisk kładzie się na efektywność uczenia się. Pytanie "Jak uczyć?" dotyczy każdego etapu kształcenia, ale szczególną rolę odgrywa w szkole podstawowej, kiedy nauczyciel spotyka dziecko o ogromnym potencjale aktywności badawczej, ciekawości poznawczej i ekspresji. Dlatego redagując stałą kolumnę w szkolnym miesięczniku dotyczącą ortografii, wpadłam na pomysł, by wykorzystać zabawę z ortografią i przygotowywać uczniów do Szkolnej Olimpiady Ortograficznej. Co miesiąc na łamach "Kleksa" - gazetki szkolnej, ukazuje się krzyżówka ortograficzna, dzięki której uczniowie powtarzają zasady ortograficzne, poznają trudniejsze wyrazy. W ten sposób udało mi się spopularyzować naukę ortografii wśród uczniów, którzy wolą komputery i telewizję, a książkę i słowo pisane dawno już schowali do lamusa.

Już po raz drugi w naszej szkole odbyła się Olimpiada Ortograficzna. W tym roku o zaszczytny tytuł: "Mistrza ortografii szkoły" ubiegało się aż 82 uczniów z klas IV - VI. W poprzednim roku o ten tytuł walczyli tylko uczniowie klas IV, rozwiązując test ortograficzny. Mam nadzieję, że w przyszłym roku na pisaniu dyktanda spotka się jeszcze więcej uczniów.

Oto teksty dyktand przygotowane na tegoroczny konkurs:

KONKURS ORTOGRAFICZNY KLAS V

Temperatura na dworze utrzymywała się powyżej zera. Leżał jeszcze śnieg, ale mróz wyraźnie zelżał. Tego dnia, kiedy wybrałyśmy się na przechadzkę do lasu, prószył świeżutki śnieg. Wyruszyłyśmy we dwójkę - ja i Halinka. Kiedy przekraczałyśmy furtkę, żwawo dogonił nas Hubert. Też chciał zobaczyć las w zimowej scenerii. Zgodziłyśmy się bez wahania, licząc, że pomoże nam w razie potrzeby.

Długo wędrowaliśmy po lesie, bawiliśmy się w chowanego, nad leśnym strumykiem zatrzymaliśmy się, aby ulepić bałwana. Zimowe popołudnie jest krótkie, już zaczynało zmierzchać. Postanowiliśmy wracać. Wkrótce okazało się jednak, że krążymy w kółko. Sytuacja zrobiła się poważna. Jak wrócić do domu? Obie z Halinką dygotałyśmy na całym ciele, mimo kożuchów, w które byłyśmy ubrane. Gdyby było nieco jaśniej, wtedy udałoby się wracać po śladach, których nie zasypał jeszcze prószący śnieg. Nasze kłótnie, w którą stronę iść, skończyły się porażką, nadal tkwiliśmy w tym samym miejscu.

W końcu męską decyzję podjął Hubert. Kazał nam iść za nim. Okazało się, że doskonale orientował się w terenie. Wkrótce usłyszeliśmy odgłosy szczekania psów, widać też było w oddali pierwsze światła. Całe szczęście, że zabrałyśmy ze sobą Huberta!

KONKURS ORTOGRAFICZNY KLAS VI

Bożena kupuje szare płótno, włóczkę i rysuje wzór dywanika nad łóżko dziadunia. Włóczka jest zleżała i źle sprzędzona, więc rewie się, naciąga i wychodzi za rzadko. Niecierpliwa rzuciłaby tę robótkę, która odbiera humor i zatruwa radość życia.

Można zauważyć, że i Bożena nie jest zadowolona, bo z tej robótki nic nie wychodzi, chociaż porządnie się nad nią napracowała. Dziewczęta w jej wieku interesują się tańcami lub fantastycznymi historiami z życia rówieśników niż drobiazgowym wyszywaniem lub haftowaniem. Bożena jest jednak wyjątkiem i bez zastrzeżeń zasługuje na wyróżnienie. Przekonaliśmy się o tym, będąc na obozie harcerskim. Tam wszystkich nas ogarnęła chęć gotowania. Książka pt. "Kucharz polski" stała się naszą najciekawszą lekturą. Każda jednak obejrzała w niej kolorowe obrazki i na tym skończyły się nasze studia. Bożena zaś stale gotowała najsmaczniejsze obiady, smażyła racuchy do konfitur lub piekła kruche ciasteczka. Po jedzeniu przeważnie leżeliśmy nad brzegiem rzeczułki, wijącej się wśród zarośli, krzewów i trzcin, zażywając kąpieli słonecznych.

Wkrótce zaczęto wszystko pakować, trzeba było również zwrócić wypożyczony sprzęt. Krótko trwa likwidacja obozu, gdy nikt się nie krzywi, nie wykręca chytrze i nie uchyla od swoich obowiązków.

Opracowanie: Anna Szczepkowska-Kirszner

Wyświetleń: 3404


Uwaga! Wszystkie materiały opublikowane na stronach Profesor.pl są chronione prawem autorskim, publikowanie bez pisemnej zgody firmy Edgard zabronione.