AWANS INFORMACJE FORUM Dla nauczyciela Dla ucznia LOGOWANIE


Katalog

Dorota Szczepańska
Zajęcia zintegrowane, Scenariusze

Sobotnia góra - inscenizacja baśni

- n +

Inscenizacja do baśni pt.: "Sobotnia góra" wg Romana Zmorskiego z "Baśni polskich" Tadeusza Jodełki - Burzyckiego

Osoby:
narrator, matka, organista, żołnierz, chłop, mądra baba, diabeł, strachy, sokół, drzewo, smok, tańczące dziewczęta, ogień.

Rekwizyty:
materac, poduszka, prześcieradło, koc, stół, 4 krzesła, kosa, złoty dzbanek, miedniczka z wodą, jama smoka zrobiona z szarego papieru, obrus, doniczki z paprociami, chleb, kubki, mleko w dzbanku.

SCENA I

(W rogu sceny stoi stół nakryty obrusem, leży na nim chleb stoją 4 kubki i dzbanek z mlekiem. Przy stole siedzą trzej synowie, przy nich krząta się matka: kroi chleb, nalewa do kubków mleko. W kącie leży materac z poduszką i kocem.)

Narrator
- Poczciwa staruszka, wdowa, miała trzech synów, których niezmiernie kochała. Każdy z tych synów był innego rzemiosła. Najstarszy był organistą przy parafialnym kościele, wielce mądrym i uczonym, że czytał z każdej książki. Był przeto w wielkiej powadze u samego plebana i u wsi całej. Drugi, średni, służył w wojsku. Tułając się po różnych krajach napatrzył się i nasłuchał niemało takich rzeczy, o których nikt dotąd nie słyszał i także miał szacunek ludzki, jako rozumny i wojenny mąż. Najmłodszy brat był sobie po staremu chłopem. Orząc ziemię w pocie czoła, nie dbał ani na mądrość organisty, ani na nowiny żołnierza. Dlatego u obu w niewielkim był poważaniu i głupcem był nazywany. Wszyscy zaś trzej bracia jako dobrzy synowie, kochali swą matkę, starając się dnia każdego by radość była z nią w starości jej. Aż jednego dnia stało się nieszczęście.

Matka
(Pokazuje, że ją coś boli, zaczyna jęczeć i kładzie się na materac.)

Synowie
(Otaczają łoże matki, głośno lamentują, biegają wkoło łoża.)

Organista
- Cisza! Ja tu przy matce zostanę i czuwać będę a wy biegnijcie prędko do mądrej baby, która w lesie mieszka, by przyszła chorej z pomocą.

Chłop i Organista
(Chłop i żołnierz, wybiegają za scenę, za chwilę prowadzą między sobą mądrą babę)

Chłop
- A co, jak się matka czuje?

Organista
- O już jej lepiej być musi, bo przestała całkiem jęczeć. Leży cichutko w łóżku, chyba śpi.

Mądra baba
(Baba staje koło łóżka, dotyka ręki staruszki i mówi kiwając głową.)
- Rzeczywiście, waszej matce lepiej, a nic ją już nie boli, bo oto cała skostniała, chwila już jak zmarła.

Synowie
(Krzyczą, biegają w koło łóżka, jęczą, lamentują.)

Mądra baba
- Ha, jeżeli wam tak strasznie żal matki, to ja znam jeden sposób, który może ją do życia przywrócić. Lecz czy będzie któryś z was chciał narazić swojego życia? Pomóc jej może choćby jedna kropla żywej wody, co za trzema rzekami, za trzema puszczami bije na Sobotniej Górze spod gadającego drzewa,na którym siedzi zaczarowany ptak. Zajść i nazad stamtąd powrócić, zajmie to siedem dni czasu. Ale wielu już chodziło i żaden dotąd nie wrócił z tej drogi. Kto chce wejść na wierzchołek góry, musi iść prosto przed siebie. Co bądź spotkał by na drodze albo za sobą posłyszał, broń Boże nie może zrobić kroku ani w prawo ani w lewo, albo spojrzeć za siebie, bo w tej chwili wrośnie kamieniem w ziemię!
- A jest na tej górze pokus i strachów niemało, tak że nikt jeszcze, jako ona stoi, do wierzchołka dojść nie potrafił.
- Czy chce któryś z was szczęścia popróbować? Niechaj pójdzie przynieść stamtąd wody, a matka wasza żywa będzie znów.
(Baba siada przy łożu.)

Synowie
- Ja pójdę, ja pójdę, ja pójdę!!!!!

Żołnierz
- Słyszeliście moi bracia, że w tej podróży trzeba nie lada odwagi, tedy mnie ona przypada. Ja co już nieraz zajrzałem śmierci w oczy, na pewno byle czego się nie zlęknę i choćby diabłu kroku dostoję!! Pozwólcie mi że tam pójdę i oczekujcie powrotu mojego z żywą wodą.
(Wchodzi między paprocie i spotyka diabła)

SCENA II

(Po drugiej stronie sceny są ustawione paprocie w doniczkach, następnie stoi jama smocza zrobiona z szarego papieru. Dalej stoi dziecko przebrane za drzewo a koło drzewa stoi miseczka z wodą oblepiona szarym papierem. Pod drzewem siedzi dziecko przebrane za ptaka.

Diabeł
- Hej!, hej! Człowieku! A gdzie to idziesz?!

Żołnierz
(ogląda się za siebie i zostaje w bezruchu.)

Narrator
- Miną dzień jeden i drugi, i trzeci. Wreszcie tydzień się skończył, Bracia co w domu pozostali, niecierpliwie wyglądali, a żołnierza ani widu ani słychu. Zwrócili się do baby po radę.

Organista
- Dużo już czasu upłynęło, a brat nasz nie wraca. Co robić, mówcie?

Mądra baba
- Daremnie go nie czekajcie, już on więcej nie powróci. Stoi teraz na Sobotniej Górze, kamieniem w ziemię wrośnięty. (Wraca na miejsce)

Chłop
- Bracie, teraz ja pójdę po wodę dla matki.

Organista
- Co? Ty? Ty głupcze! Ty byś miał tam iść i coś wskórać, gdzie twój starszy brat nie wskórał! Lepszej tam głowy potrzeba, żeby się nie dać zwieść szatańskiej mocy.
- Ja znam dobry sposób na diable pokusy. Niech no tam tylko pójdę ze święconą wodą, a zaklnę biesa po łacinie, zobaczysz czy mi podoła!!(Bierze do ręki kropidło i idzie na drugi koniec sceny, między paprocie)

Strachy
(Wyskakują spomiędzy paproci, jeden uderza dwoma pokrywkami, drugi trąbi na trąbce, a trzeci piszczy, wszyscy krzyczą)
- Huź go ha! Huź go ha! Huź go ha!

Organista
(Ogląda się za siebie i w tym momencie zostaje w bezruchu.)

Narrator
- Znów minął dzień, drugi, trzeci, tydzień cały. Brat najmłodszy na próżno wypatrywał z chałupy za swoim najstarszym---ni go widu, ni go słychu.

Chłop
(Zwraca się do baby)
- Dużo już czasu upłynęło, a brat mój nie wraca. Mówcie, co robić?

Mądra baba
- Daremnie go nie czekaj, już on więcej nie wróci. Stoi teraz na Sobotniej Górze, kamieniem w ziemię wrośnięty.

Chłop
(Kłania się babie, bierze kosę, idzie w stronę góry-między paprocie)

Diabeł
(Wyłania się zza paproci)
- Hej! Hej, człowieku, a gdzie to idziecie?! Zabłądziliście, nie tędy droga!!

Chłop
- Idę na tę górę.

Diabeł
- A czego to wam tam trzeba?

Chłop
- Idę nabrać żywej wody.

Diabeł
- Ano! To nam jedna droga, bo i ja także idę za tą wodą. Idźmyż razem ze sobą, będzie nam weselej

Chłop
- Jak sobie chcesz.

Diabeł
- Ale nie tą przecie drogą! Po co się tu drzeć i krwawić, kiedy spójrz tylko na lewo, wygodną droga iść można.

Chłop
(Patrzy na lewo)

Diabeł
- No, chodźże na drogę!

Chłop
- Idź sobie sam, kiedy chcesz, ja pójdę tak, jak zacząłem!

Diabeł
- Ależ pójdź bo!

Chłop
- Mówię ci, że nie pójdę!

Diabeł
- To idźże sobie, głupcze, na złamanie karku!!!
(Odchodzi na bok, znika w paprociach i głośno się śmieje)

Chłop
(Idzie dalej)

Strachy
(Wyskakują z paproci z tyłu za chłopem - krzyczą, piszczą, trąbią, wołają, śmieją się.)

Chłop
(Zatrzymuje się, ale nie ogląda się i po chwili idzie dalej)

Strachy
(Znikają za paprociami-za drzwiami)

Narrator
- Jeszcze nie zdążył ochłonąć z przestrachu, a oto już idzie strach nowy. Zdziwiony patrzy, a cały las płonie. Im bardziej zbliżał się do niego, tym ogień rósł i buchał.

Ogień
(Dziecko przebrane za ogień, zastępuje drogę chłopu, obiega go parę razy dookoła i syczy)

Chłop
(Po chwili lekko odpycha ogień i idzie dalej. Na jego drodze pojawia się skała, zrobiona z szarego papieru. Pod nią śpi i chrapie dziecko przebrane za smoka. Chłop skrada się aby smoka nie obudzić ale smok budzi się)

Smok
(Najpierw leży pod skałą, potem zrywa się z rykiem i atakuje chłopa)

Chłop
(Wyciąga kosę, uderza smoka, smok pada)

Tańczące dziewczęta
(Przy melodii - Walc kwiatów - tańczą dwie dziewczynki, ubrane na biało, w wianuszkach z prawdziwych kwiatów na głowach. Gdy zauważają chłopa, kiwają do niego rękami i wołają)
- Zatańcz z nami!
- Zatańcz z nami!

Chłop
(Zatrzymuje się chwilę i zasłaniając oczy idzie dalej)

Narrator
- Stanąwszy na szczycie góry, widzi wszystko tak jak mu opowiadano. Na nagiej opoce rośnie tylko jedno wielkie drzewo ze srebrzystymi listkami, którymi szumi dźwięcznie. Spod korzeni drzewa tryska źródło jasnej wody, a na najwyższej gałęzi sokół się chwieje złocisty.

Chłop
(Podchodzi do drzewa)

Sokół
(Siedzi pod drzewem. Na widok chłopa dziewczynka przebrana za sokoła, obiega chłopa wkoło, podaje mu złoty dzbanuszek i gałązkę ze srebrnymi listkami i wraca na miejsce koło drzewa)

Drzewo
(Kołysząc listkami mówi)
- Weźmij dzban ten, chłopcze młody!
Naczerp z zdroju żywej wody,
Gałąź ze mnie sobie złam,
I powracaj zdrów do dom.
A gdy będziesz do dom iść,
W żywej wodzie maczaj liść,
Kędy krokiem stawisz nogę,
Święć dokoła sobie drogę.

Chłop
(Idzie i kropi z dzbanka wodą, uwalnia z bezruchu dwóch braci, którzy idą za nim. Podchodzi do materaca gdzie leży dziewczynka odgrywająca rolę matki i skrapia ją wodą.)

Matka
(Wstaje szybko z posłania, wita synów)

Narrator
Wszystko dobrze się skończyło. Matka z synami urządzili przyjęcie i zaprosili na nie wszystkich ludzi. I ja tam byłem, miód i wino piłem. A potem wszyscy żyli długo i szczęśliwie tak, że tego ani piórem opisać, ani pieśnią wyśpiewać, ani baśnią wybajać!

Zakończenie
(Wychodzą w rzędzie wszyscy aktorzy, kłaniają się widzom i w rzędzie schodzą ze sceny)
 

Opracowanie: mgr Dorota Szczepańska
ZS w Jastkowicach

Zgłoś błąd    Wyświetleń: 3272


Uwaga! Wszystkie materiały opublikowane na stronach Profesor.pl są chronione prawem autorskim, publikowanie bez pisemnej zgody firmy Edgard zabronione.


BAROMETR


1 2 3 4 5 6  
Oceń artukuł!



Ilość głosów: 0

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies.
Dowiedz się więcej.