|
|
Katalog Aneta Nierychła-Działak, 2010-11-01 Kazimierz Biskupi Język polski, Scenariusze SCENARIUSZ SZKOLNEGO KONKURSU RECYTATORSKIEGO TWÓRCZOŚCI ADAMA MICKIWEICZASCENARIUSZ SZKOLNEGO KONKURSU RECYTATORSKIEGO TWÓRCZOŚCI ADAMA MICKIWEICZA Witam bardzo serdecznie na szkolnym konkursie recytatorskim twórczości Adama Mickiewicza pod hasłem: „Młodości, dodaj mi skrzydła…” Ponieważ zbliżają się święta Bożego Narodzenia, a Adam Mickiewicz urodził się w samą Wigilię, bo 24 grudnia 1798 roku, chciałam w ten sposób uczcić jego pamięć, organizując tuż przed świętami konkurs jego twórczości. Dlatego też tu się spotkaliśmy. Przejdźmy zatem do rzeczy. Chciałabym szybko i krótko przypomnieć regulamin konkursu. Otóż celem tego konkursu jest: • popularyzacja postaci i dzieł Adama Mickiewicza wśród uczniów, • zapoznanie z życiem i twórczością literacką wieszcza narodowego, • rozwijanie zdolności recytatorskich, • upowszechnianie poezji, • rozwijanie uzdolnień twórczych i doskonalenie umiejętności recytatorskich, • rozbudzanie wrażliwości na piękno poezji oraz upowszechnianie kultury żywego słowa wśród dzieci i młodzieży, • wspieranie uzdolnień i pomoc w rozwijaniu zainteresowań uczniowskich, • prezentacja umiejętności uczniów. Konkurs ten adresowany był do uczniów kl. IV – VI szkoły podstawowej i będzie miał formę prezentacji dowolnego utworu poetyckiego Adama Mickiewicza. Zastrzegłam jednak sobie w regulaminie, że ze względu na bogatą twórczość literacką Adama Mickiewicza każdy uczestnik konkursu przedstawi jury dowolny, ale nie ten sam (inny ) wiersz naszego wieszcza narodowego. Uczestnicy konkursy, a jest ich 9, sami wybierali sobie wiersz poety. Należy też podkreślić, że kolejność występowania uczestników konkursu jest przypadkowa, gdyż wcześniej odbyło się losowanie, kto w jakiej kolejności wystąpi, dlatego proszę jury o brak jakichkolwiek podejrzeń, co do kolejności występów poszczególnych uczestników. Pragnę teraz przejść do rzeczy najważniejszej, a mianowicie do przedstawienia składu komisji, która będzie czuwała nad całością konkursu, nad jej prawidłowym przebiegiem, a przede wszystkim nad wyłonieniem spośród uczestników konkursu laureatów I, II i III miejsca. Skład komisji przedstawia się następująco: - przewodnicząca komisji – dyrektor szkoły – pani Dorota Dolańska, - sekretarz komisji – pan Marcin Kieliszak, - członek komisji – pani Sylwia Drewniak – Moczyńska. Jury podczas prezentacji utworu oceniać będzie według następujących kryteriów: - dobór tekstu i jego pamięciowe opanowanie, - poprawne i płynne deklamowanie, - interpretacja tekstu, - świadome używanie środków ekspresji w interpretacji tekstu, - kultura słowa, - ogólne wrażenie artystyczne. Czas prezentacji każdego uczestnika wynosi około 3 minuty. Ja w swoim imieniu życzę wszystkim uczestnikom konkursu ogromnych wrażeń, wam, sobie i jury przyjemności w obcowaniu z literaturą piękną, a przede wszystkim zajęcia zaszczytnego miejsca – I miejsca. Jestem bardzo szczęśliwa, że zechcieliście zmierzyć się z trudnymi, ale jakże pięknymi wierszami Adama Mickiewicza. Zwycięzcą jest już dla mnie każdy z was, który wziął udział w tym konkursie. Kosztowało was to sporo pracy i wysiłku. Tym bardziej doceniam wasz wkład pracy. Mija właśnie 154 rocznica śmierci Adama Mickiewicza. Znany, słynny francuski pisarz Wiktor Hugo tak pisał o nim. Pozwolę sobie z tej to właśnie okazji zacytować jego słowa. „Mówić o Mickiewiczu, to znaczy mówić o pięknie, słuszności i prawdzie, to znaczy mówić o sprawiedliwości, której był żołnierzem, o obowiązku, którego był bohaterem, o wolności, której był apostołem i o oswobodzeniu, którego jest zwiastunem”. Zanim oddam głos recytatorom, pozwólcie, że przekażę wam kilka słów na temat Adama Mickiewicza. Chciałabym, aby to była krótka lekcja języka polskiego w nieco innej postaci, lekcja na temat życia i twórczości najbardziej znanego, wybitnego pisarza epoki romantycznej, jakim był Adam Mickiewicz. Dorobek jego twórczości jest bardzo bogaty, tłumaczony na wiele języków. Otóż pełne imię Mickiewicza to Adam Bernard Mickiewicz. Przyszedł na świat w wyjątkowym dniu – bowiem narodził się jak już wspomniałam w sama Wigilię, a mianowicie 24 grudnia 1798 roku w miejscowości Zosiu koło Nowogródka na Litwie, stąd też data, którą tu widzicie. Był synem niezbyt zamożnego adwokata – Mikołaja Mickiewicza – byłego żołnierza powstania kościuszkowskiego oraz Barbary z Majewskich. Rodzice cały czas spędzili życie między dwoma gospodarstwami – wiejskim Zosiu i miejskim Nowogródku, stąd też mało czasu mu poświęcali. Na szczęście, powiem wam, jako ciekawostkę, że już od najmłodszych lat przyszły poeta i wieszcz narodowy poznawał baśnie i podania ludowe, głęboko zakorzenione w świadomości ludu litewskiego, białoruskiego i polskiego, zamieszkującego okolice Zosia. A miłość do legend, tajemniczych niezwykłych historii o zjawach z okolicznych lasów i jezior zaszczepił w nim stary sługa, nazwany Ulissesem, z kolei pieśni ludowe śpiewała mu służąca w domu Mickiewiczów – gospodyni Gąsowska. Adam wcześnie stracił swojego tatę, miał zaledwie 14 lat, jak umiera mu ojciec. Było to w 1812 roku, kiedy Mikołaj Mickiewicz opuszcza syna. Od tego momentu po stracie ojca, rodzinie zaczyna się źle powodzić, żyją w niedostatku. Śmierć taty przyspiesza proces emocjonalny dojrzewania chłopca. I właśnie zaczyna się jego prawdziwe życie – trudne zresztą i bolesne. W 1807 roku Adam Mickiewicz rozpoczyna naukę w powiatowej szkole powszechnej Ojców Dominikanów w Nowogródku, a po jej ukończeniu w 1815 roku wstąpił na Uniwersytet Wileński im. Stefana Batorego, gdzie uzyskał solidne wykształcenie w zakresie filologii klasycznej, literatury ojczystej i historii. W tym czasie w 1817 roku z przyjaciółmi założył Towarzystwo Filomatów czyli „miłośników wiedzy” mające charakter spiskowej organizacji narodowej. Naczelne hasła jakie przyświecały temu Towarzystwu było: „ojczyzna, cnota, nauka”. Jak się potem okazało hasło to było odpowiednim drogowskazem zarówno moralnym, jak i ideowym dla wielu studiujących w tym czasie młodych ludzi. W czasie studiów Mickiewicz korzystał ze stypendium, które musiał odpracować, dlatego też zaraz po ukończeniu uczelni, a było to w 1819 roku przeniósł się do Kowna, gdzie od września pracował jako nauczyciel szkoły średniej. To właśnie wtedy, dzięki swojemu przyjacielowi Tomaszowi Zanowi, poznał Marylę Wereszczakównę, siostrę Michała – kolegi Zana. Zakochał się w niej niemalże od pierwszego wejrzenia. Niestety, Mickiewicz doznał wielkiego zawodu miłosnego, bo jak się okazało była to jedynie miłość idealna – charakterystyczna tylko dla bohaterów sentymentalnych. Jednak jego zabiegi spełzły na niczym, gdyż matka ukochanej miała upatrzoną dla swojej córki Marylki „lepszą partię” niż był nią sam Mickiewicz. Ową partia lepszą od niego był sam hrabia. Nie wypadało więc zatem Mickiewiczowi zrównać się z hrabią Wawrzyńcem Puttkamerem, bo o niego właśnie chodziło. Mickiewicz przeżył wówczas ogromny zawód miłosny, z której nie bardzo mógł się podnieść na duchu. Utrata „bliźniaczej duszy”, bo tak nazwał właśnie Marylę Wereszczakównę, potem śmierć matki sprawiła, że właśnie wtedy nastał dla poety najgorszy okres w jego życiu. Sam poeta mawiał, że był to dla niego „fatalny okres”. To odpowiedni moment dla powstawania utworów przepełnionych uczuciami smutku, pesymizmu, żalu za utraconą miłością. Tak zrodziły się utwory o głębokich doznaniach emocjonalnych. Poeta kochał się jeszcze przebywając w Paryżu w niejakiej George Sand, ale ostatecznie poślubił Celinę Szymanowską, z którą doczekał się aż sześciorga dzieci. Za działalność w tajnych, patriotycznych związkach młodzieżowych w latach 1823 – 1824 był więziony w byłym klasztorze Bazylianów w Wilnie. Potem został aresztowany, skazany i zesłany w głąb Rosji za udział w tajnych młodzieżowych organizacjach. W latach 1824 – 1829 przebywał w Petersburgu, Odessie, Moskwie oraz na Krymie. W Rosji poznał dekabrystów i Aleksandra Puszkina. Dużo podróżował po Europie, początkowo w roku 1829 udał się do Niemiec, potem do Włoch i Szwajcarii. Po nieudanej próbie przedostania się do powstańczej Polski, zamieszkał na kila miesięcy w Dreźnie w roku 1832. Stamtąd udaje się do Paryża, gdzie osiadł na emigracji. Nawiązał ścisłą współpracę z działaczami emigracyjnymi i pisywał artykuły i pisma publicystyczne. W latach 1839 – 1840 był profesorem literatury łacińskiej w Lozannie w Szwajcarii, a w roku 1840 objął katedrę języków słowiańskich w College de France. W Paryżu w 1841 zawiązał się z reprezentantem nurtu polskiego mesjanizmu – Andrzejem Towiańskim. W roku 1847 zerwał z nim stosunki. W czasie Wiosny Ludów w 1848 – 1849 utworzył we Włoszech legion polski. Po powrocie do Paryża był współzałożycielem i redaktorem pisma „Trybuna Ludów”. We wrześniu 1855 roku podczas wojny krymskiej wyjechał do Konstantynopola w Turcji, aby tworzyć oddziały polskie, do walki z Rosją. Zmarł nagle w Stambule 26 listopada 1855 roku podczas epidemii cholery (prawdopodobnie na tę chorobę), ale inne źródła dopuszczają tu motyw otrucia. Jego ciało zostało przewiezione do Paryża i pochowane na cmentarzu Montmorency, a w roku 1890 prochy poety przeniesiono do Krakowa na Wawel – złożono je w krypcie katedry wawelskiej. Naród w dowód wdzięczności stawiał Mickiewiczowi liczne pomniki chwały nie tylko w Polsce ale i za granicą. Prezentowane przeze mnie jego pomniki to tylko wybrane, niektóre, nieliczne z bardzo, bardzo wielu. O Mickiewiczu można by było mówić jeszcze wiele, ale ja nie chciałabym już więcej przedłużać, bo i tak trochę to potrwało, a nasi recytatorzy już się niecierpliwią. Dodam jeszcze tylko na zakończenie to, już naprawdę kończę, że odniosłam się jedynie do tych najbardziej istotnych kwestii z jego życia, do wydarzeń, które myślę, że zaciekawiły was, a jeśli chcecie coś więcej dowiedzieć się na temat Adama Mickiewicza zachęcam do odpowiedniej literatury, w której pisze się o nim bardzo dużo. Oddaje już głos naszym uczestnikom konkursu. Proszę jedynie komisję o cierpliwość i wyrozumiałość dla naszych uczestników, gdyż trema robi swoje. Jako pierwsza wystąpi Arleta Wawrzyniak w wierszu „Pieśń Filaretów”. Utwór ten utrzymany w tonie klasycznej retoryczności. Według autora pierwsza strofa jest naśladownictwem wesołej studenckiej pieśni, w której uczta staje się okazją do wezwań i pouczeń. Rozpoczyna go zwrotka wprowadzająca w atmosferę wesołej zabawy: „Hej użyjmy żywota. Wszak żyjem tylko raz”. Zapraszam Arletkę Wawrzyniak. „Pieśń Filaretów” – fragment Hej, użyjmy żywota! Wszak żyjem tylko raz; Niechaj ta czara złota Nie próżno wabi nas. Hejże do niej wesoło! Niechaj obiega w koło, Chwytaj i do dna chyl Zwiastunkę słodkich chwil! Po co tu obce mowy, Polski pijemy miód; Lepszy śpiew narodowy I lepszy bratni ród. W ksiąg greckich, rzymskich steki Wlazłeś, nie żebyś gnił; Byś bawił się jak Greki, A jak Rzymianin bił. Ot tam siedzą prawnicy, I dla nich puchar staw, Dzisiaj trzeba prawicy, A jutro trzeba praw. Wymowa wznieść nie zdoła Dziś na wolności szczyt; Gdzie przyjaźń, miłość woła, Tam, bracia, cyt! tam cyt! Kolejną uczestniczką konkursu jest Daria Woźniak, która wystąpi w mrocznym, tajemniczym, pełnym grozy utworze „Gdy tu mój trup”. Posłuchajmy jej zatem. „Gdy tu mój trup…” Gdy tu mój trup w pośrodku was zasiada, W oczy zagląda wam i głośno gada, Dusza w ten czas daleka, ach, daleka, Błąka się i narzeka, ach, narzeka. Jest u mnie kraj, ojczyzna myśli mojej, I liczne mam serca mego rodzeństwo; Piękniejszy kraj niż ten, co w oczach stoi, Rodzina milsza niż całe pokrewieństwo. Tam, wpośród prac i trosk, i wśród zabawy, Uciekam ja. Tam siedzę pod jodłami, Tam leżę wśród bujnej i wonnej trawy, Tam pędzę za wróblami, motylami. Tam widzę ją, jak z ganku biała stąpa, Jak ku nam w las śród łąk zielonych leci, I wpośród zbóż jak w toni wód się kąpa, I ku nam z gór jako jutrzenka świeci. A teraz czas na prawdziwą ucztę biesiadną. O tym, co się wydarzyło pewnego dnia w karczmie opowie nam zaraz Nikola Staniewska we fragmencie ballady „Pani Twardowska”. „Pani Twardowska”. Jedzą, piją, lulki palą, Tańce, hulanka, swawola; Ledwie karczmy nie rozwalą, Cha cha, chi chi, hejża, hola! Twardowski siadł w końcu stoła. Podparł się w boki jak basza; ”Hulaj dusza! hulaj!” - woła, Śmieszy, tumani, przestrasza. Żołnierzowi, co grał zucha, Wszystkich łaje i potrąca, Świsnął szablą koło ucha, Już z żołnierza masz zająca. Na patrona z trybunału, Co milczkiem wypróżniał rondel, Zadzwonił kieską pomału, Z patrona robi się kondel. Szewcu w nos wyciął trzy szczutki, Do łba przymknął trzy rureczki, Cmoknął, cmok, i gdańskiej wódki Wytoczył ze łba pół beczki. Wtem gdy wódkę pił z kielicha. Kielich zaświstał, zazgrzytał; Patrzy na dno: Co u licha? Po coś tu, kumie, zawitał? Diablik to był w wódce na dnie, Istny Niemiec, sztuczka kusa; Skłonił się gościom układnie, Zdjął kapelusz i dał susa. -5- Z kielicha aż na podłogę Pada, rośnie na dwa łokcie, Nos jak haczyk, kurzą nogę I krogulcze ma paznokcie. „A! Twardowski, witam, bracie!” To mówiąc bieży obcesem: „Cóż to, czyliż mię nie znacie? Jestem Mefistofelesem. A teraz czas na utwór, który wszystkich zadziwi, wręcz zaskoczy naszych słuchaczy i o to właśnie chodzi. Zapraszam Sandrę Radzimską. Wysłuchajmy wiersza „Lilije”. „Lilije” – fragment Zbrodnia to niesłychana, Pani zabija pana; Zabiwszy grzebie w gaju, Na łączce przy ruczaju, Grób liliją zasiewa, Zasiewając tak śpiewa: „Rośnij kwiecie wysoko, Jak pan leży głęboko; Jak pan leży głęboko, Tak ty rośnij wysoko”. Potem cała skrwawiona, Męża zbójczyni żona, Bieży przez łąki, przez knieje, I górą, i dołem, i górą; Zmrok pada, wietrzyk wieje; Ciemno, wietrzno, ponuro. Wrona gdzieniegdzie kracze I puchają puchacze. Bieży w dół do strumyka, Gdzie stary rośnie buk, Do chatki pustelnika, Stuk stuk, stuk stuk. „Kto tam?” - spadła zapora, Wychodzi starzec, świeci; Pani na kształt upiora Z krzykiem do chatki leci. „Ha! ha!” zsiniałe usta, Oczy przewraca w słup, Drżąca, zbladła jak chusta; „Ha! mąż, ha! trup!” -6- „- Niewiasto, Pan Bóg z tobą, Co ciebie tutaj niesie, Wieczorną słotną dobą, Co robisz sama w lesie?” „- Tu za lasem, za stawem, Błyszczą mych zamków ściany. Mąż z królem Bolesławem Poszedł na Kijowiany. Lato za latem bieży, Nie masz go z bojowiska; Ja młoda śród młodzieży, A droga cnoty śliska! Nie dochowałam wiary, Ach! biada mojej głowie! Król srogie głosi kary; Powrócili mężowie. „Ha! ha! mąż się nie dowie! Oto krew! oto nóż! Po nim już, po nim już! Starcze, wyznałam szczerze. Ty głoś świętymi usty, Jakie mówić: pacierze, Gdzie mam iść na odpusty. Ach, pójdę aż do piekła, Zniosę bicze, pochodnie, Byleby moję zbrodnię Wieczysta noc powlekła.” „- Niewiasto, - rzecze stary - Więc ci nie żal rozboju, Ale tylko strach kary? Idźże sobie w pokoju, Rzuć bojaźń, rozjaśń lica, Wieczna twa tajemnica. Bo takie sądy boże, Iż co ty zrobisz skrycie, Mąż tylko wydać może; A mąż twój stracił życie.” Przed wami wystąpi teraz Bartosz Sipa, w utworze, który powstał w 1831 roku, a mowa jest o „Reducie Ordona”. Prosimy zatem Bartka. OPOWIADANIE ADIUTANTA – fragment Nam strzelać nie kazano. - Wstąpiłem na działo I spójrzałem na pole; dwieście armat grzmiało. Artyleryi ruskiej ciągną się szeregi, Prosto, długo, daleko, jako morza brzegi; I widziałem ich wodza: przybiegł, mieczem skinął I jak ptak jedno skrzydło wojska swego zwinął; Wylewa się spod skrzydła ściśniona piechota Długą czarną kolumną, jako lawa błota, Nasypana iskrami bagnetów. Jak sępy Czarne chorągwie na śmierć prowadzą zastępy. Przeciw nim sterczy biała, wąska, zaostrzona, Jak głaz bodzący morze, reduta Ordona. Sześć tylko miała armat; wciąż dymią i świecą; I nie tyle prędkich słów gniewne usta miecą, Nie tyle przejdzie uczuć przez duszę w rozpaczy, Ile z tych dział leciało bomb, kul i kartaczy. Patrz, tam granat w sam środek kolumny się nurza, Jak w fale bryła lawy, pułk dymem zachmurza; Pęka śród dymu granat, szyk pod niebo leci I ogromna łysina śród kolumny świeci. Tam kula, lecąc, z dala grozi, szumi, wyje. Ryczy jak byk przed bitwą, miota się, grunt ryje; - Już dopadła; jak boa śród kolumn się zwija, Pali piersią, rwie zębem, oddechem zabija. Najstraszniejszej nie widać, lecz słychać po dźwięku, Po waleniu się trupów, po ranionych jęku: Gdy kolumnę od końca do końca przewierci, Jak gdyby środkiem wojska przeszedł anioł śmierci. Gdzież jest król, co na rzezie tłumy te wyprawia? Czy dzieli ich odwagę, czy pierś sam nadstawia? Nie, on siedzi o pięćset mil na swej stolicy, Król wielki, samowładnik świata połowicy; Zmarszczył brwi, - i tysiące kibitek wnet leci; Podpisał, - tysiąc matek opłakuje dzieci; Skinął, - padają knuty od Niemna do Chiwy. Mocarzu, jak Bóg silny, jak szatan złośliwy, Gdy Turków za Bałkanem twoje straszą spiże, Gdy poselstwo paryskie twoje stopy liże, - Warszawa jedna twojej mocy się urąga, Podnosi na cię rękę i koronę ściąga, Koronę Kazimierzów, Chrobrych z twojej głowy, Boś ją ukradł i skrwawił, synu Wasilowy! Car dziwi się - ze strachu drżą Petersburczany, Car gniewa się - ze strachu mrą jego dworzany; Ale sypią się wojska, których Bóg i wiara Jest Car. - Car gniewny: umrzem, rozweselim Cara. Posłany wódz kaukaski z siłami pół-świata, Wierny, czynny i sprawny - jak knut w ręku kata. Ura! ura! Patrz, blisko reduty, już w rowy Walą się, na faszynę kładąc swe tułowy; Już czernią się na białych palisadach wałów. Jeszcze reduta w środku, jasna od wystrzałów, Czerwieni się nad czernią: jak w środek mrowiaka Wrzucony motyl błyska, - mrowie go naciska, - Zgasł - tak zgasła reduta. Czyż ostatnie działo Strącone z łoża w piasku paszczę zagrzebało? Za chwilę wysłuchamy fragmentu z naszej epopei narodowej „Pan Tadeusz” księga VIII „Zajazd”, a wykona go Natalia Szczepaniak. Pozwól do nas Natalio. Oddajemy tobie głos. „Pan Tadeusz” księga VIII „Zajazd” - fragment Zaiste, okolica była malownicza! Dwa stawy pochyliły ku sobie oblicza Jako para kochanków; prawy staw miał wody Gładkie i czyste jako dziewicze jagody; Lewy ciemniejszy nieco, jako twarz młodziana Smagława, i już męskim puchem osypana. Prawy złocistym piaskiem połyskał się wkoło Jak gdyby włosem jasnym; a lewego czoło Najeżone łozami, wierzbami czubate; Oba stawy ubrane w zieloności szatę. Z nich dwa strugi, jak ręce związane pospołu, Ściskają się; strug dalej upada do dołu; Upada, lecz nie ginie, bo w rowu ciemnotę Unosi na swych falach księżyca pozłotę; Woda warstami spada, a na każdej warście Połyskają się blasku miesięcznego garście, Światło w rowie na drobne drzazgi się roztrąca, Chwyta je i w głąb niesie toń uciekająca, A z góry znów garściami spada blask miesiąca. Myślałbyś, że u stawu siedzi Świtezianka, Jedną ręką zdrój leje z bezdennego dzbanka, A drugą ręką w wodę dla zabawki miota Brane z fartuszka garście zaklętego złota. Dalej, z rowu wybiegłszy, strumień na równinie Rozkręca się, ucisza, lecz widać, że płynie, Bo na jego ruchomej, drgającej powłoce Wzdłuż miesięczne światełko drgające migoce. -9- Jako piękny wąż żmudzki, zwany giwojtosem, Chociaż zdaje się drzemać leżąc między wrzosem, Pełźnie, bo na przemiany srebrzy się i złoci, Aż nagle zniknie z oczu we mchu lub paproci: Tak strumień kręcący się chował się w olszynach, Które na widnokręgu czerniały kończynach, Wznosząc swe kształty lekkie, niewyraźne oku, Jak duchy na wpół widne, na poły w obłoku. Między stawami w rowie młyn ukryty siedzi; Jako stary opiekun, co kochanków śledzi, Podsłuchał ich rozmowę, gniewa się, szamoce, Trzęsie głową, rękami, i groźby bełkoce: Tak ów młyn nagle zatrząsł mchem obrosłe czoło I palczastą swą pięścią wykręcając wkoło, Ledwo kleknął i szczęki zębowate ruszył, Zaraz miłośną stawów rozmowę zagłuszył I zbudził Hrabię. Pora teraz zmienić nieco klimat i przejść do tematyki bardziej zmysłowej i romantycznej . Za moment wystąpi w przepięknym, pełnym uczucia i miłości utworze poetyckim Monika Przybylak, a utwór nosi tytuł „Romantyczność” i pochodzi z tomiku poezji „Ballady i romanse” powstałe w latach 1819 – 1820. Methinks, I see... Where? - In my mind's eyes. William Shakespeare Zdaje mi się, że widzę... gdzie? Przed oczyma duszy mojej. „Romantyczność” Słuchaj, dzieweczko! - Ona nie słucha - To dzień biały! to miasteczko! Przy tobie nie ma żywego ducha. Co tam wkoło siebie chwytasz? Kogo wołasz, z kim się witasz? - Ona nie słucha. - To jak martwa opoka Nie zwróci w stronę oka, To strzela wkoło oczyma, To się łzami zaleje; Coś niby chwyta, coś niby trzyma; Rozpłacze się i zaśmieje. -10- „Tyżeś to w nocy? to ty, Jasieńku! Ach! i po śmierci kocha! Tutaj, tutaj, pomaleńku, Czasem usłyszy macocha! Niech sobie słyszy, już nie ma ciebie! Już po twoim pogrzebie! Ty już umarłeś? Ach! ja się boję! Czego się boję mego Jasieńka? Ach, to on! lica twoje, oczki twoje! Twoja biała sukienka! I sam ty biały jak chusta, Zimny, jakie zimne dłonie! Tutaj połóż, tu na łonie, Przyciśnij mnie, do ust usta! Ach, jak tam zimno musi być w grobie! Umarłeś! tak, dwa lata! Weź mię, ja umrę przy tobie, Nie lubię świata. Źle mnie w złych ludzi tłumie, Płaczę, a oni szydzą; Mówię, nikt nie rozumie; Widzę, oni nie widzą! Wśród dnia przyjdź kiedy... To może we śnie? Nie, nie... trzymam ciebie w ręku. Gdzie znikasz, gdzie, mój Jasieńku! Jeszcze wcześnie, jeszcze wcześnie! Powoli dobiegamy do końca konkursu, ale zanim to nastąpi usłyszymy jeszcze Szymona Batorskiego w wierszu „Niepewność” mojego zresztą ulubionego, wykonywanego przez znanego piosenkarza Marka Grechutę. Już słyszę dźwięki tej piosenki – „Czy to jest przyjaźń? Czy to jest kochanie?.” Mickiewicz sam nie wiedział. I tak oto powstał wiersz „Niepewność” „Niepewność” Gdy cię nie widzę, nie wzdycham, nie płaczę, Nie tracę zmysłów, kiedy cię zobaczę; Jednakże gdy cię długo nie oglądam, Czegoś mi braknie, kogoś widzieć żądam; I tęskniąc sobie zadaję pytanie: Czy to jest przyjaźń? czy to jest kochanie? Gdy z oczu znikniesz, nie mogę ni razu W myśli twojego odnowić obrazu? Jednakże nieraz czuję mimo chęci, Że on jest zawsze blisko mej pamięci. I znowu sobie powtarzam pytanie: Czy to jest przyjaźń? Czy to jest kochanie? Cierpiałem nieraz, nie myślałem wcale, Abym przed tobą szedł wylewać żale; Idąc bez celu, nie pilnując drogi, Sam nie pojmuję, jak w twe zajdę progi; I wchodząc sobie zadaję pytanie; Co tu mię wiodło? Przyjaźń czy kochanie? Dla twego zdrowia życia bym nie skąpił, Po twą spokojność do piekieł bym zstąpił; Choć śmiałej żądzy nie ma w sercu mojem, Bym był dla ciebie zdrowiem i pokojem. I znowu sobie powtarzam pytanie: Czy to jest przyjaźń? Czy to jest kochanie? Kiedy położysz rękę na me dłonie, Luba mię jakaś spokojność owionie, Zda się, że lekkim snem zakończę życie; Lecz mnie przebudza żywsze serca bicie, Które mi głośno zadaje pytanie: Czy to jest przyjaźń? Czyli też kochanie? Kiedym dla ciebie tę piosenkę składał, Wieszczy duch mymi ustami nie władał; Pełen zdziwienia, sam się nie postrzegłem, Skąd wziąłem myśli, jak na rymy wbiegłem; I zapisałem na końcu pytanie: Co mię natchnęło? Przyjaźń czy kochanie? Czas na ostatnią naszą uczestniczkę konkursu – Aleksandrę Klanowską, która zaprezentuje wiersz pochodzący z tomiku „Ballady i romanse” , a wiersz nosi tytuł „Powrót taty”. Każdy się cieszy, gdy rodzina jest cała w komplecie. Zatem zapraszam już Olę. BALLADA - „Powrót taty” „Pójdźcie, o dziatki, pójdźcie wszystkie razem Za miasto, pod słup na wzgórek, Tam przed cudownym klęknijcie obrazem, Pobożnie zmówcie paciórek. Tato nie wraca; ranki i wieczory We łzach go czekam i trwodze; Rozlały rzeki, pełne zwierza bory I pełno zbójców na drodze.” Słysząc to dziatki biegą wszystkie razem, Za miasto, pod słup na wzgórek, Tam przed cudownym klękają obrazem I zaczynają paciórek. Całują ziemię, potem: „W imię Ojca, Syna i Ducha świętego, Bądź pochwalona, przenajświętsza Trójca, Teraz i czasu wszelkiego”. Potem: Ojcze nasz i Zdrowaś, i Wierzę, Dziesięcioro i koronki, A kiedy całe zmówili pacierze, Wyjmą książeczkę z kieszonki: I litaniją do Najświętszej Matki Starszy brat śpiewa, a z bratem „Najświętsza Matko - przyśpiewują dziatki, Zmiłuj się, zmiłuj nad tatem!” Wtem słychać tarkot, wozy jadą drogą I wóz znajomy na przedzie; Skoczyły dzieci i krzyczą jak mogą: „ Tato, ach, tato nasz jedzie!” I to już wszyscy uczestnicy naszego konkursu, ja w swoim imieniu bardzo wam dziękuję za udział, za to, że dostarczyliście nam tylu wrażeń i emocji. Myślę, że każdy z was zasługuje na wyróżnienie, dlatego też jak wspomniałam w regulaminie, zwycięzcy konkursu otrzymają z języka polskiego ocenę celującą, a pozostali uczestnicy konkursu oceną bardzo dobrą. Ale jak to bywa w konkursie należy wyłonić laureatów I, II i III miejsca, a to zadanie należy już do szanownej komisji, która za chwilę uda się na naradę, by wyłonić zwycięzców. W czasie, kiedy komisja udała się na naradę, uczniowie oglądali wystawkę dzieł Adama Mickiewicza, zadawali pytania organizatorowi konkursu. Mamy już kochani wyniki naszego konkursu. Komisja nie miała problemów z wyłonieniem zwycięzców. Dla mnie każdy jest tutaj zwycięzcą, bo recytować wiersze Mickiewicza, to naprawdę sztuka. A wy właśnie poświęciliście swój czas i dla mnie i dla samego Mickiewicza. Przyjdźmy do ogłoszenia wyników. Komisja jednogłośnie wyróżniła laureatów. A są nimi: - miejsce I zajęła uczennica klasy IV – Nikola Staniewska, - miejsce II zajęła uczennica klasy VI – Monika Przybylak, - miejsce III zajęła uczennica klasy VI – Sandra Radzimska. Wręczenie dyplomów i krótka przedmowa pani dyrektor. Na zakończenie chciałabym, abyście posłuchali jeszcze jednego wiersza Adama Mickiewicza. Polały się łzy me czyste, rzęsiste Na me dzieciństwo sielskie, anielskie, Na moją młodość górną i durną, Na mój wiek męski, wiek klęski; Polały się łzy me czyste, rzęsiste... Dziękuję wszystkim za uwagę. Organizator konkursu: Aneta Nierychła – Dzialak Wyświetleń: 6686
Uwaga! Wszystkie materiały opublikowane na stronach Profesor.pl są chronione prawem autorskim, publikowanie bez pisemnej zgody firmy Edgard zabronione. |