Katalog

Izabela Dzierża, 2017-06-13
Wałcz

Język polski, Scenariusze

Scenariusz sztuki : "Seba Muzykant"

- n +

SEBA MUZYKANT




NARRATOR: Przyszło to na świat wątłe , słabe. (wchodzi matka z lalką w beciku)
Koleżanki, które się zebrały przy wersalce jego matki, kręciły głowami i nad matką , i nad dzieckiem. ( wchodzą koleżanki-mają tipsy, ubrania w panterki, torebki, robią selfie...)
Właścicielka sklepu Żabka, Dorota, poczęła chorą pocieszać.
DOROTA:(robi zdjęcia dziecku) : Grażynko złota, na zdjęciach ładnie wyglądacie razem, wrzucę na fejsa. Ostatnio na Samosi wyczytałam, że jak dziecko słabe, to trzeba z nim iść do dietetyka. Ułoży dietę i dziecko rośnie jak na drożdżach.

NARRATOR: Dietetyk pomógł. Chłopak ledwo zipał, ale zipał; aż w czwartym roku okukała kukułka na wiosnę chorobę, więc się poprawił i w jakim takim zdrowiu doszedł do dziesiątego roku życia. Chudy był zawsze i opalony, miał czuprynę spadającą na jasne, wytrzeszczone oczy, patrzące na świat jakby w jakąś niezmierną dalekość wpatrzone. Matka i ojciec wciąż się o niego zamartwiali.


Chłopiec krąży nieporadnie po scenie , wpatruje się w przestrzeń, jakby coś tam widział, podryguje do taktu.
Do rytmu muzyki dyskotekowej wchodzi na scenę ojciec -"dresiarz" z ciężarkami, ćwiczy bicepsy:)

OJCIEC: Synu, chodź tu do mnie, razem bicka poćwiczymy! (bierze syna, ten jednak nie ma dość siły, by podnieść ciężarki) Synek, jak ty ze mną na mecze będziesz chodził, jak ty w ogółe siły nie masz... (woła żonę) Grażyynaaa! Cho no tu!

GRAŻYNA (wchodzi z zakupami): Zobacz, Janusz, jaką ładną se torebkę kupiłam. (pokazuje) Ostanio taką na zdjęciu na PUDELKU sama Doda miała. Do tego jeszcze buty..

JANUSZ (przerywa jej): Ty mi tu o zakupach nie gadaj, tylko luknij, co nasz syn robi! Czym ty go karmisz, że w ogóle siły nie ma! I w ogle jakiś dziwny jest...wstyd na dzielni, mówię ci Grażyna!

NARRATOR: Był to chłopak nierozgarnięty bardzo i przy rozmowie z ludźmi palec do gęby wkładający. Nie obiecywali sobie nawet ludzie, że się wychowa, a jeszcze mniej, żeby matka i ojciec mogli doczekać się z niego pociechy, bo i do roboty był ladaco. Nie wiadomo skąd się takie ulęglo, ale na jedną rzecz był tylko łapczywy, to jest na granie. Wszędzie też je słyszał, a jak tylko trochę podrósł, tak już o niczym innym nie myślał. Pójdzie, bywało, na zakupy do Biedronki albo do Lidla, to wróci bez zakupów i mówi, sepleniąc:

CHŁOPIEC: Matulu! Tak tam w markecie pięknie gralo!
Narrator: A matka na to:

GRAŻYNA: Zagram ci ja, zagram! Nie bój się ! Z czego teraz obiad ojcu zrobię! Wróci z siłowni, to będzie głodny!

NARRATOR: Jakoż czasem sprawiała mu warząchwią muzykę . Chłopak krzyczał, obiecywał, że już nie będzie, a i tak myślał, że tam coś w mieście grało: całe miasto, ulice, samochody i basta!Wieczorami wychodził z kumplami na dzielnicę i słuchiwał wszystkich głosów, jakie są dookoła bloków i pewno myślał, że cała dzielnica gra. Nazywali go koledzy i sąsiedzi: Seba Muzykant. I śmiali się z niego coraz bardziej, bo to ani w CS-a z nimi grać nie chciał, ani nie miał konta na fejsbuku... . W weekendy wymykał się późnymi wieczorami i szedł pod dyskotekę :"Extaza".

Odbywały się tam koncerty disco polo, ludzie tańczyli i pili. Okna jarzyły się światłem, a każda belka w lokalu zdawała się drgać , śpiewać i grać także, a Sebastian słuchał...
(wchodzi grupka tancerzy, ewentualnie też muzyk udający grę na organach- wszystko w rytmie disco polo- np. utworu: "Oczy zielone")
Co on by dał, gdyby mógł mieć taki keybord! Żeby mu przynajmniej raz pozwolili zagrać!...Gdzie tam! Wolno mu było tylko słuchać , toteż i słuchał zwykle dopóty, dopóki go dzielnicowy do domu nie przyprowadził. Wówczas matka i ojciec załamywali ręcę i narzekali:

JANUSZ: Żeby on chociaż nocami na ustawki z kumplami chodził, to bym zrozumiał....Żeby chociaż jakieś przystanki demolował, to by jakoś było...Żeby chociaż laski chodził podglądać do tej dyskoteki! A on, jak jakiś mięczak , muzyki samej słucha!


GRAŻYNA (malując tipsy): Choćby modą się zajął! To jest trendy- byłby może drugim Jacykowem! Ehhh! Chodź , Janusz, leci "Ukryta prawda " (ciągnie Janusza za scenę)

NARRATOR: (mówi, a w tym czasie Sebastian markuje odpowiednie ruchy) Gdy tylko Sebastian mógł słuchać organów, czy to na weselu, czy to w dyskotece, to już dla niego było wielkie święto. Właził potem do swojego pokoju, zamykał drzwi i nic nie mówił po całych dniach, spoglądając jak kot błyszczącymi oczyma w ciemności. Potem zrobił sobie sam organy z klocków lego i udawał, że na nich gra- od rana do wieczora. Wcale nie był jak inne dzieci: był raczej jak te jego organy z klocków, które tylko udawały prawdziwy instrument.
Pewnej nocy zakradł się jak zawsze pod dyskotekę "Ekstaza". Nikogo nie było w środku, a chłopiec, przyczajony w krzakach, patrzył już od dawna przez otwarte okno na cel wszystkich swych pożądań. Księżyc właśnie na niebie był pełny i jego blask padał akurat na organy. Sebastian patrzył coraz chciwiej. Tymczasem wiatr powiał ; zaszumiały cicho drzewa, załopotały łopuchy, a chłopak jakby wyraźnie usłyszał:
-Idź , Seba! W lokalu nie ma nikogo. Idź!

I wszedł chłopiec, ośmielony głosami, do środka, włączył keybord i począł grać. Z ciemności wyszedł dźwięk najpierw cichutki i płaczliwy, jakby ktoś nieostrożnie klawiszy dotknął, a potem coraz śmielszy- i nagle
Gruby jakiś , zaspany głos, wychodzący z kąta dyskoteki, spytał gniewnie:

GŁOS: Kto tam? (podchodzi do Seby, chwyta go za ucho) Co ty tu gówniarzu robisz? Przyszedłeś mój lokal demolować? Ja wam dam, wandalom! (wygraża pięścią)

NARRATOR: Sebastian najpierw struchlał, a następnie zdołał z siebie wyjąkać ostatkiem sił:

SEBA: Nnnnie, ja zobaczyłem organy....chciałem pograć...

NARRATOR: I wtedy właściciel dyskoteki, zaciekawiony, kazał chłopakowi coś zagrać. Spodobało mu się to , co usłyszał i postanowił pójść do rodziców chłopaka, by porozmawiać z nimi o uzdolnieniach syna. Po długich namowach zdecydowali się wysłać chłopaka do programu ;"Mam talent". Usłyszała o nim cała Polska, ktoś wrzucił filmik z jego występu na You Tube`a, który od razy zyskał milion wyświetleń. Sebastian stał się znany i zyskał szacun wśród kolegów na dzielni.

Morał z tego taki, że nie warto poddawać się presji grupy, ale iść zawsze własną drogą, realizując swoje własne pasje.
Wyświetleń: 0


Uwaga! Wszystkie materiały opublikowane na stronach Profesor.pl są chronione prawem autorskim, publikowanie bez pisemnej zgody firmy Edgard zabronione.