|
|
Katalog Dorota Lis Język polski, Scenariusze "Biały wilk i pasterka" - scenariusz baśni hiszpańskiejScenariusz baśni hiszpańskiej "Biały wilk i pasterka" ze zbioru pt. "Baśnie z gór"NARRATOR:W dawnych czasach w samotnej chacie mieszkała biedna sierota. Od najmłodszych lat służyła u gospodarza. Od wiosny do jesieni pasła owce na łąkach pod lasem, robiła na drutach rękawice i pończochy, a w zimie od wczesnego ranka do późnego wieczora tkała na krosnach. Lata mijały i w końcu z biednej sierotki wyrosła panna jak malowana. Pewnego razu siedziała na łące, pasła owce i robiła na drutach. PASTERKA: Co to, chyba mi się tylko wydawało. (Wycie wilka, jęki.) PASTERKA: A jednak coś słyszę. Może jakieś zaginione dziecko płacze. Nie, nie to raczej skomli jakieś zwierzę, jakby prosiło o pomoc. Pójdę zobaczyć, może trzeba mu pomóc. (Przedziera się przez krzaki. Staje przestraszona, chce uciekać. Wilk próbuje wyciągnąć cierń z łapy. Żałośnie wyje). WILK: Nie bój się dobra dziewczyno, pomóż mi, bardzo cię proszę. Ten ostry cierń rani mi łapę. Nie mogę chodzić, ani biegać. Au.....boli. PASTERKA: Poczekaj, biały wilku, postaram się ci pomóc. Wyciągnę ten ostry cierń. (Wilk podskoczył z radości, polizał dziewczynie rękę i szybko uciekł). PASTERKA: Żegnaj wilku. Muszę zobaczyć, czy moje owieczki nie przestraszyły się tego wycia. (Nagle dziewczyna znieruchomiała ze strachu. Rozgląda się z przerażeniem biega, szuka, nawołuje). PASTERKA: Hej, hej gdzie jesteście moje ukochane przyjaciółki? Co ja teraz bez nich zrobię? Jak pokażę się w domu? Pójdę szukać ich do lasu, jeśli ich do rana nie znajdę, ruszę w szeroki świat służby szukać, bo bez owiec nie mogę się gospodarzowi i gospodyni na oczy pokazać. Może ta garść sztuk srebra, co mi się należy za służbę, jakoś im tę szkodę wynagrodzi. (Pasterka schodzi ze sceny. Po chwili gasną światła. Pozostaje lekki półmrok i pojawia się ponownie gęsiarka.) PASTERKA: Ojej, jaka ja jestem zmęczona. Wszędzie szukałam moich owieczek, ale jakby zapadły się pod ziemię. Muszę chwilę odpocząć. (Dziewczyna siada pod drzewem i zasypia. Nagle jeden punkt sceny zostaje oświetlony. Pasterka budzi się i z przerażeniem patrzy w kierunku światła.) PASTERKA: Co ty?! Gdzie ja jestem? Co się dzieje? Jakie dziwne światło? (Ze światła wyłania się wilk.) WILK: Nie lękaj się mnie pasterko. Jestem człowiekiem tak jak ty, tylko okrutny czarownik rzucił na mnie urok, przemieniający w białego wilka. To on porwał ci owce z łąki, boś wyjęła mi cierń z łapy, abym dłużej nie cierpiał. Ten zły czarownik nie może znieść, że ktoś mógłby się nade mną ulitować. Mój ojciec król hiszpański umiera z tęsknoty za mną. Od siedmiu lat nie słyszał o mnie ani słowa. Trapi się dniami i nocami. Nie wie, co mi się przytrafiło i czy w ogóle jeszcze żyję. PASTERKA: Czy nie ma sposobu, żeby cię wyzwolić od czarnoksięskiego zaklęcia? WILK: Ach...! Jest, jest, ale to trudna, bardzo trudna sprawa. PASTERKA: Mów śmiało, może mi się uda ci pomóc... WILK: Zaklęcie złego czarownika straci swoją moc i wilcza skóra zginie z mojego grzbietu wówczas, gdy ktoś z miłości do mnie utka mu złotą tkaninę na słoneczny strój. Ma to być ubranie z jedwabistych włosów. PASTERKA: Ach, skądże tu wziąć tyle złotych włosów?! U nas kobiety mają czarne włosy jak skrzydło kruka. Nic się jednak nie bój. Postaram się zdobyć tyle złotych włosów, aby z nich utkać tkaninę dla czarownika. (Nagle gaśnie światło, słuchać huk. Wilk znika. Słychać tylko oddalające się wycie wilka.) PASTERKA: Wilku, wilku, gdzie jesteś? Poczekaj, nie powiedziałeś mi, jak mam cię odnaleźć... No trudno muszę wyruszyć w świat na poszukiwanie złotych włosów. Muszę je zdobyć i uwolnić biednego księcia. (Kurtyna opada.) NARRATOR: Dziewczyna wędrowała górami i dolinami, raz ptaszki ją rozweselały, to znowu nieba nawet nad głową nie widziała, kiedy indziej znów ścieżka znikała jej między skałami. W końcu jednak pasterka dotarła do bram wielkiego miasta. Przedtem jednak zatrzymała się przed niewysokim domkiem. A była to chatka małego skrzatka. (Kurtyna podnosi się.) PASTERKA: Dobry wieczór. SKRZAT: Witaj, moja droga panienko. PASTERKA: Kochany skrzacie, czy nie wiesz, gdzie mogłabym znaleźć złotowłosych ludzi. SKRZAT: Złote włosy? Hm....młodzi mają głowy czarne jak noc. My skrzaty jesteśmy już bardzo stare i trudno powiedzieć, aby nasze włosy, których i tak nie mamy wiele, były złote, raczej siwe. Starym ludziom także śnieg przyprósza włosy. PASTERKA: To co ja teraz biedna zrobię, gdzie mam pójść? SKRZAT: Poczekaj, jestem już bardzo stary, ale pamiętam, że kiedyś, dawno temu przybyła do pobliskiego miasta, nie wiem skąd, cioteczna siostra naszej królowej. Ona jedyna ma złociste loki. PASTERKA: Czy możesz mi powiedzieć, mój dobry skrzacie, gdzie znajdę ową królową o złotych włosach? SKRZAT: Niedaleko miasta stoi pałac. Tam mieszka siostra naszej królowej. PASTERKA: Ach, dziękuję, dziękuję ci mój przyjacielu. Muszę już pędzić. Nigdy nie zapomnę o tobie mój kochany skrzacie. (Dziewczyna wybiega ze sceny, kurtyna opada. Po chwili kurtyna podnosi się. Widoczna makieta pałacu. Pojawia się pasterka i puka do bram pałacu. Wchodzi królowa z głową okrytą szalem.) PASTERKA: Witaj królowo. Nie potrzebujesz służącej, łaskawa pani? Trzy dni wędrowałam, żeby gdzieś znaleźć służbę....Już ledwie stoję na nogach, a nic mi się dotychczas nie trafiło. KRÓLOWA: Wejdź dalej, jeśli chcesz. Od tygodnia nikt mnie już porządnie nie uczesał. Jeśli mnie dobrze uczeszesz, będziesz mogła u mnie zostać. Na pewno krzywda cię tu nie spotka! PASTERKA: O, dziękuję ci, dobra pani. Będę starała się wykonywać twoje rozkazy jak potrafię najlepiej. KRÓLOWA: Teraz trochę odpocznij, zjedz, a potem przyjdź do mojej komnaty. Służba! (Klaszcze trzy razy) Dajcie tej dziewczynie coś do zjedzenia i do picia, a potem przyprowadźcie do mnie. (Pasterka zjadła, napiła się, uczesała i udała się do królowej.) PASTERKA: Dobry wieczór, moja pani! KRÓLOWA: Oto są złote szczotki, grzebienie i spinki. Pokaż, co potrafisz (Królowa zdjęła z głowy szal.) PASTERKA: Ach, jakie piękne, cudowne włosy. Pani, są one prawdziwą królewską ozdobą twojej ślicznej twarzy. (Dziewczyna czesze włosy królowej.) KRÓLOWA: Jeśli każdego ranka i każdego wieczora sprawisz mi taką przyjemność i jeśli przy czesaniu nie będziesz mleć językiem ani nie będziesz wyrywała mi włosów, nie pożałujesz, żeś przyszła do mnie na służbę: A teraz idź już do swego pokoju i przyjdź jutro do mnie z samego rana. (Obie schodzą ze sceny. Gasną światła. Po chwili znowu scena jest oświetlona i wchodzą królowa i pasterka.) PASTERKA: Dzień dobry, moja pani! KRÓLOWA: Witaj. Jaki piękny dzień, wszystko, co żyje cieszy się i raduje. PASTERKA: Ale nie ja... KRÓLOWA: Co ci jest? Co cię dręczy? Nie w smak ci służba u mnie? PASTERKA: Pomyślałam o królewiczu-białym wilku, jak biega po lasach i zrobiło mi się go żal. KRÓLOWA: A któż to taki? Nigdy o nim nie słyszałam. PASTERKA: To hiszpański królewicz, którego okrutny czarownik zamienił w białego wilka. Zły urok może zginąć tylko wówczas, gdy czarodziej otrzyma tkaninę utkaną ze złotych włosów na swój słoneczny strój. Jeśli ofiarujesz na tkaninę jeden ze swoich złotych warkoczy, moja droga królowa, to uratujesz najwspanialszego królewicza! KRÓLOWA: A umiesz ty prząść i tkać. PASTERKA: Oczywiście, że umiem. KRÓLOWA: Skoro tak się rzeczy mają, chętnie ofiaruję złoty warkocz na słoneczny strój dla czarownika. Ale obiecaj mi, że przyprowadzisz do mnie królewicza, skoro uwolni go przędza i strój z moich włosów. PASTERKA: Ależ tak, droga pani, obiecuję ci to uroczyście! (Pasterka obcina jeden warkocz królowej i wybiega z nim. Kurtyna opada.) NARRATOR: Dniem i nocą dziewczyna przędła i tkała, ledwie tylko chwilkę się zdrzemnęła, gdy uczesała księżniczkę. Wkrótce jedwabista tkanina, złota niczym słoneczne promienie, była gotowa. Dziewczyna wyruszyła na poszukiwanie złego czarnoksiężnika. (Kurtyna podnosi się.) KRÓLOWA: Spiesz się i przyprowadź mi królewicza! PASTERKA: Tak, tak moja pani! Pragnę uczynić to jak najszybciej. (Pasterka wybiega ze sceny.) NARRATOR: I znów dziewczyna wędrowała górami, dolinami, drogami i bezdrożami. Aż wreszcie trafiła do pewnego lasu... PASTERKA: Idę tak długo, bardzo się zmęczyłam i nie mam więcej sił. Gdzie mieszka zły czarodziej? Co się dzieje z białym wilkiem? (Au...) PASTERKA: Co to? Czy ja śnię, słyszę wycie wilka? Może to biały wilk? Wilku, biały wilku... WILK: Czyżbyś to była ty, pasterko? Wróciłaś? PASTERKA: Przyniosłam słoneczną tkaninę na strój dla czarownika, żeby wilcza skóra na zawsze spadła ci z grzbietu! WILK: O dzięki ci, dobra dziewczynko, zaraz pobiegnę do czarodzieja, a ty czekaj tu na mnie! PASTERKA: Pędź, co żywo. Będę tu na ciebie czekała. (Wilk wybiega ze sceny i pasterka schodzi za nim. Po chwili pojawia się wilk.) WILK: Czarodzieju, czarodzieju. Mam tu dla ciebie tkaninę na słoneczny strój. Ja spełniłem twój rozkaz, teraz ty mnie uwolnij. CZARODZIEJ: Wspaniale, wspaniale. Nareszcie będę miał słoneczny strój. (Ogląda uważnie...) Ale co to? Jest ona bardzo mała. Wystarczy tylko na kubrak, a gdzie spodnie, koszula? WILK: Może wystarczy... CZARODZIEJ: Precz mi z oczu. Nie dotrzymałeś umowy. Nadal będziesz biegał po lasach i wył. WILK: Czarodzieju, proszę, może jednak... CZARODZIEJ: Uciekaj, gdzie pieprz rośnie, bo inaczej rzucę na ciebie jeszcze inne zaklęcie i już nic ci wtedy nie pomoże. Zostaniesz na zawsze wilkiem, albo zamienię cię w coś gorszego. Hokus, pokus... WILK: Nie, nie..., tylko nie to! Postaram się o drugi kawałek takiej tkaniny. Bądź tylko cierpliwy. (Czarodziej i wilk schodzą ze sceny. Po chwili na scenę wchodzi pasterka i wilk.) WILK: Och, pastereczko, niedobrze! Czarnoksiężnik wprawdzie wykrzykiwał najpierw z radości na widok tkaniny, który utkałaś, ale potem stwierdził, że jest jej za mało na cały strój. A dopóki, powiedział, nie będzie miał jeszcze materiału na koszulę i spodnie, dopóty nie pozbędę się wilczej skóry. PASTERKA: Nie trać nadziei. Wkrótce przyjdę tu znowu i przyniosę znów złocistą tkaninę. Żegnaj wilku. I oczekuj mnie tu. Niedługo wrócę. (Wilk i pasterka schodzą ze sceny. Kurtyna opada.) NARRATOR: Dziewczyna postanowiła udać się w drogę powrotna do królowej i błagać ją o jeszcze jeden lub dwa warkocze. (Kurtyna unosi się.) KRÓLOWA: Chodź, chodź, dziewczyno, dawno już nikt mnie nie czesał jak należy. PASTERKA: Ja także tęskniłam za tobą, moja dobra pani. KRÓLOWA: Gdzie jest królewicz? Gdzie złocista tkanina z mojego warkocza? Czyżby nie spodobała się czarnoksiężnikowi? PASTERKA: Bardzo mu się ponoć podobała, ale starczyło jej ledwie na kubrak. Błagam się, moja pani, ofiaruj za wolność urodziwego królewicza także i dwa swoje pozostałe warkocze. KRÓLOWA: (Po namyśle) Dobrze, pozwolę ci ściąć moje dwa warkocze, ale pod pewnymi warunkami. Skoro ofiarowałam białemu wilkowi trzy moje złociste warkocze, zostanie mi na głowie jedynie wróble gniazdo i każdy będzie mógł kpić sobie ze mnie! Musisz mi jednak przyrzec, że przyprowadzisz królewicza z lasu wprost do mnie i że on natychmiast ożeni się ze mną. PASTERKA: (Smutna) Będzie, jak sobie życzysz, moja pani. (Dziewczyna obcina dwa warkocze królowej i smutna i schodzi ze sceny. Kurtyna opada.) NARRATOR: Pastereczka znowu dniami i nocami przędła na kołowrotku. Kiedy tkanina była już gotowa, wybrała się kolejny raz do lasu, gdzie spotkała wilka i ofiarowała mu niezwykły materiał. Ucieszony wilk pognał do złego czarodzieja. (Kurtyna unosi się.) WILK: Czarnoksiężniku, panie złych mocy, przyniosłem ci upragniony dar. CZARODZIEJ: Kto śmie mi przerywać moje prace nad księgą złych czarów i zaklęć? WILK: To ja, biały wilk. Zechciej, panie, przyjąć ode mnie tę wymarzoną tkaninę. Spójrz jak się mieni. Jest taka piękna. Nadaje się idealnie na twój słoneczny strój. CZARODZIEJ: Pokaż, co tym razem mi przyniosłeś. Ach, jaka wspaniała! Jest ona godna samego króla słońca. (Kiedy czarodziej okrywa się tkaniną, wilk zrzuca maskę i staje się młodzieńcem. Szybko biegnie do swej pastereczki. Czarodziej schodzi ze sceny.) WILK (KRÓLEWICZ): Moja miła pastereczko, gdzie jesteś? Wróciłem, to ja biały wilk. Nie obawiaj się mnie, jestem już człowiekiem. Czary złego czarnoksiężnika straciły swoją moc! Ach, jaki jestem szczęśliwy! PASTERKA: (Smutna, próbuje się uśmiechnąć.) I ja się cieszę, że wszystko skończyło się dobrze. KROLEWICZ: Widzę, że nie cieszysz się jednak z mojego szczęścia. Uwolniłaś mnie od najokrutniejszej udręki, jaką kiedykolwiek przeżywał syn hiszpańskiego króla. Od tej chwili nigdy się już nie rozstaniemy. Wrócimy do mego ojca i poprosimy go, aby pobłogosławił nam i jak najszybciej wyprawił wesele. PASTERKA: Nie tylko ja cię uratowałam, mój panie. Bez pomocy królowej nic bym nie wskórała. To ona ofiarowała na słoneczny strój dla czarnoksiężnika trzy swoje piękne, złote warkocze. Musiałam jej przyrzec, że wprost z leśnej gęstwiny zaprowadzę cię do niej, a ty natychmiast ją poślubisz. Czeka już na ciebie. KRÓLEWICZ: Słowo się rzekło, a przyrzeczenie wiąże człowieka niczym łańcuch! Chodźmy już do niej. (Schodzą ze sceny. Opada kurtyna. Po chwili podnosi się.) KRÓLOWA: Hej, dziewczyno, kogo prowadzisz? PASTERKA: Przybywa tu ze mną syn hiszpańskiego króla. Słoneczny strój z twoich złotych włosów zwrócił mu wolność. KRÓLOWA: Syn hiszpańskiego króla? Ach, gdzie on jest? Przecież to mój młodszy brat, którego siedem lat na próżno szukałam po całym świecie. (Siostra i brat padają sobie w ramiona.) KRÓLOWA: Droga pastereczko, chciałam przekonać się, jak wielka jest twoja miłość. Teraz wiem, że dla dobra swojego ukochanego poświęciłabyś nawet swoje szczęście. Będę dumna, jeżeli to ty zostaniesz żoną mojego brata i moją serdeczną przyjaciółką. KRÓLEWICZ: (Klęka przed pasterką) Jeszcze raz cię proszę, czy zechciałabyś zostać moją żoną i królową Hiszpanii? (Słychać delikatną, liryczną muzykę. Pojawia się znajomy skrzat i zwraca się do pasterki.) SKRZAT: Czy pamiętasz o mnie? Już wtedy, kiedy przywędrowałaś do mojej chatki, wiedziałem, że los będzie ci sprzyjał. Za swoją dobroć i poświęcenie otrzymałaś wspaniałą nagrodę - miłość i przyjaźń. To dwa największe skarby w życiu każdego człowieka. Pamiętaj zawsze o tym i dobrze je pielęgnuj. (Kurtyna opada.) NARRATOR: A ja byłem na weselu na hiszpańskim dworze i mogę powiedzieć, że kto tam nie był, nie próbował królewskich potraw, nie tańczył przez trzy tygodnie przy królewskiej kapeli ten zaiste ma czego żałować! Kto zaś tam był, ten wie, że od tej pory wszyscy żyli szczęśliwie i radośnie.
Opracowanie: Wyświetleń: 5131
Uwaga! Wszystkie materiały opublikowane na stronach Profesor.pl są chronione prawem autorskim, publikowanie bez pisemnej zgody firmy Edgard zabronione. |