|
|
Katalog Bogna Jankowska Język polski, Scenariusze "On i ona, czyli jak ocalić honor" - scenariusz inscenizacji stanowiącej kompilację scen z klasyki literatury ("Pan Tadeusz?, "Romeo i Julia")On i ona, czyli jak ocalić honorScenariusz inscenizacji stanowiącej kompilację scen z klasyki literatury ("Pan Tadeusz", "Romeo i Julia")Scenariusz, opracowany podczas zajęć koła teatralnego, działającego w Gimnazjum w Olszewie-Borkach, powstał z zamysłem zorganizowania szkolnego przedstawienia, którego celem byłoby: "bawiąc uczyć". Z uwagi na ten cel inscenizacja przybrała kształt parodystyczny. W satyryczno - komediowym ujęciu ukazano takie zachowania, charakterystyczne także dla współczesnych młodych ludzi - dziewcząt i chłopców, które mogą narazić, i jakże często narażają, w oczach innych na śmieszność, a nawet utratę dobrej opinii. Teatralnemu przedsięwzięciu, obok celu rozrywkowego, przyświecał więc też cel wychowawczy - uzmysłowienie, jak ważna jest kontrola własnych zachowań, dbałość o dobre imię i szacunek ze strony innych. Scena I: Romeo i Julia. Scena balkonowa - współcześnie Julia i Marta na balkonie; Marta wiesza pranie, Julia czyta romans Marta Czternaście moich zębów w zakład stawię (chociaż właściwie mam ich tylko cztery), że dziś Romeo tu się zjawi. Julia Mniejsza o zęby, lecz wróżba niechby się spełniła. Marta Słyszysz ten hałas? Ukryj się, Julciu! na motorze, z hałasem, wjeżdża Romeo; ubrany nowocześnie: skórzana kurtka, dżinsy, buty - glany Romeo zsiada z motoru, dogląda go, wyjmuje chusteczkę, poleruje; potem, spoglądając w kierunku balkonu Julii, mówi Drwi z blizn, kto nigdy nie doświadczył ran. Lecz cicho! Co za blask strzelił tam z okna. Julia nieśmiało wychyla się z jednej, Marta z drugiej strony balkonu, ale Romeo nie widzi kobiet, kontynuuje romantyczną przemowę Ono jest wschodem, a Julia jest słońcem. Wzejdź cudne słońce... w tym momencie Julia wychyla się odważniej, ale powściąga ją Marta, ciągnąc za sukienkę ...zgładź zazdrosną łunę, która aż zbladła z gniewu, że ty jesteś od niej piękniejsza. Julia ukazuje się "w pełnej krasie", strój młodzieżowy, przesadny, zachowuje się sztucznie, zerka na Romea, ale udaje, że go nie widzi, poprawia fryzurę; Romeo kontynuuje przemowę, patrząc na dziewczynę Przemawia, chociaż nic nie mówi. Blask jej oblicza zawstydziłby gwiazdy jak zorza lampę. Gdyby zaś jej oczy wśród eterycznych zabłysły przezroczy, ptaki ocknęłyby się i śpiewały. Julia Śpiewać? Pragniesz bym śpiewała? chrząka, próbuje śpiewać Romeo impulsywnie, próbuje przeszkodzić Julii w realizacji zamiaru Nie, Julio! mówię, że twoją urodę cudny tylko chór ptaków zdołałby wyśpiewać. Julia Ach! Tak ślicznie przemawiasz. Jak bohater romansów. W dzisiejszych to czasach wymarły już gatunek. Romeo O! mów, mów dalej, uroczy aniele. Julia Romeo! Czemuż ty jesteś Romeo! Romeo na stronie Cóż mówi, czyż rozum straciła? Julia Wyrzecz się swego rodu. Lub jeśli tego nie możesz uczynić, przysięgnij wierny być mojej miłości. Romeo najpierw do siebie Kocham, lecz po co przysięgać? później, głośno, do Julii Nazwisko moje jest mi nienawistne, bo nieprzyjazne tobie. Julia To prawda - Monteki od dawna wrogiem Kapuleta. Lecz... "Jak tu przyszedłeś, powiedz, i dlaczego? Mur jest wysoki, a miejsce zgubne. Gdyby cię kto z moich krewnych tu zastał..." Romeo kładąc rękę na sercu Na skrzydłach miłości mur ten przesadziłem. Bo miłość nie ma żadnych tam i granic. Julia do Marty, która pokazała się na balkonie i słucha podopiecznej, przyświadczając jej ruchami głowy Odważny! Takiego mi trzeba. Współcześni młodzieńcy odwagą nie grzeszą. Przesadzić mur? Ten czyn bohaterski nie w mocy żadnego. zwraca się do Romea Kto ci dopomógł znaleźć to ustronie? Romeo Miłość. Sternikiem nie jestem, gdybyś jednak była daleko jak brzeg morza, śmiało po taki klejnot bym popłynął. Julia do Marty, ta, jak wcześniej, przytakuje Toć prawda, sternikiem on nie jest, ale małżonkiem - być może do Romea Drogi Romeo, jeśli twoim zamiarem małżeństwo, całą mą przyszłość u nóg twoich złożę. Romeo na stronie Piękna to panna, lecz czemuż wzywa do ożenku? Pragnąłem na tańce zabrać ją dzisiaj. Nie pora jeszcze na małżeństwo. Julia zniecierpliwiona Więc cóż, Romeo? Romeo Luba! Wieczór taki piękny. Słyszysz? Tam grają, na tańce nas wzywają słychać współczesną muzykę Julia Chcesz już iść? Jeszcze ranek nie tak bliski. Słowik to, a nie skowronek się zrywa. Romeo Zejdź, miła, razem pojedziemy. Julia chwilę się waha, patrzy w dół, w końcu decyduje się opuścić balkon Poczekaj, bom niewprawna i akrobacji nie ćwiczyłam. Julia schodzi nieporadnie, pomaga jej Marta; Romeo obserwuje je ze zdziwieniem, w końcu podchodzi, pomaga Julii; wsiadają na motor; odjeżdżają; muzyka gra głośnej: utwór "Tatu" - "Nas nie dogoniat" Scena II: Umizgi Narrator Umizgi...Ileż w nich czaru... "Oto gaj z rzadka zarosły, wysłany murawą". Tu nasi znajomi "z hucznego śniadania wyszli na uroczysty obrzęd grzybobrania". narrator wskazuje na "towarzystwo" zajęte zbieraniem grzybów Towarzystwo odziane stosownie do chwili, "(...) na głowę słomiane wdziali kapelusze (...) biali wyglądają jak czyscowe dusze (...), oprócz Telimeny". Lecz o tym za chwilę, pozwólcie, że was w dramaturgii potrzymam mile. Tymczasem popatrzmy co też ułowili. narrator podchodzi kolejno do grzybiarzy, którzy pochyleni, inni "na czworaka", zawzięcie szukają grzybów Tu "surojadki (...) czerwone (...) niby czareczki (...) winem przepełnione" narrator idzie dalej, ze zdziwieniem, jakby trochę zazdrośnie, a jednocześnie z uznaniem mówi, zaglądając do kolejnego koszyka, którego właściciel broni swojej własności, w obawie, że mu ją zabiorą Koźlak?! - nieźle waszmość pan poczynasz grzybiarz "kurczy się", wykonuje gest zawstydzenia - rozkłada ręce narrator idzie dalej, komentuje Aśćka tylko muchomory zbierasz?! - pfe, wstyd. A tu co? Purchawka? Jak pieprzniczka... pojawia się Telimena odziana niestosownie do sytuacji, elegancko; spaceruje wachlując się Narrator na stronie, do publiczności, ściszonym głosem A to Telimena, " roztargniona, znudzona, (...) z głową w górę zadartą, w gniewie, czyżby grzybów szukała na drzewie? Jakoż zda się szukać samotności, ciszy, / Oddala się zwolna od swych towarzyszy". Telimena idzie w ustronie, w miejsce piękne i ciche, do Świątyni Dumania Widzicie... "stanąwszy nad strumieniem, rzuciła na trawnik / z ramion swój szal powiewny, (...) klęknęła i powoli chyliła się bokiem (...) Wreszcie upadła (...) i cała wzdłuż się rozpostarła". Telimena "łokcie na trawie, skronie na dłoniach oparła" Lecz któż to w gęstwinie się skrada? Oto nasz Tadeuszek jak strzelec przesuwa się bokiem. Już go Telimena zoczyła, pręży się i wije. Tadeusz podchodzi na palcach, kryje się za drzewem. Kobieta, udając, że nie widzi młodzieńca, delikatnie odsłania nogę ubraną w elegancką pończoszkę. Tadeusz stoi onieśmielony, zdezorientowany, przygryza paznokcie; już chce się wycofać, gdy nagle Telimena prostuje się, po czym schylając głowę zakrywa dłońmi twarz, zdaje się szlochać. Tadeusz poruszony żalem, wzdycha na stronie, czyni sobie wyrzuty. Tadeusz "Głupi! cóż ona winna, że się ja pomylił!" Żem w niej to rozpoznał Zosine uroki i bałamucił swoimi zaloty? Tadeusz czyni ruch, już chce podchodzić, gdy Telimena "nagle zrywa się z siedzenia, / Rzuca się w prawo, w lewo, skacze skróś strumienia, (...) podskakuje, przyklękła, (...) kręci się (...)/ Widać z jej ruchów, w jakiej strasznej jest męczarni; / Chwyta się za pierś, szyję, za stopy, kolana..." Tadeusz patrzy wielce zdziwiony, mówi na boku Tadeusz Czyż jest pomieszana? Cierpienie czyż rozum jej nagle odjęło?! Telimena, siadłszy tymczasem na trawie, nerwowo "łowi" na ciele mrówki, które ją obległy Nie! ona w potrzebie, to owad przebrzydły jej ciało oblega. Trza pomóc, dżentelmena wykazać się sprytem. młodzieniec podbiega do damy Waćpani, pozwólże, pomocy udzielę! Telimena wzdychając jak bohaterka romansów, zdradzając wycieńczenie walką i cierpieniem Ach! już żem pomyślała, że zginę niechybnie. Mrówczyne ataki tak bardzo bolesne, rycerza zaś przy mnie nijakiego ni ma. Tadeuszku! tyś dla mnie ocaleniem chyba? Telimena rzuca się Tadeuszowi na szyję, ale szybko odpycha go, drapiąc się dalej po ciele: dekolcie, rękach, nogach Tadeusz Telimeno, ja mrówki te z ciała twego powypędzam, jak wroga przebrzydłego zniszczę! Telimena Ach! uczyńże to szybciej. Tadeusz z wielkim zaangażowaniem oczyszcza sukienkę Telimeny, aż do nóg się zniża, skrupulatnie wybija mrówka po mrówce, wraca do dekoltu, zdejmuje owady. Telimena poddaje się operacji z lubością, przysuwa się do młodzieńca, przytyka policzek do policzka wybawiciela, ten zorientowawszy się w końcu w sytuacji, czując się niezręcznie, próbuje delikatnie wyzwolić się z uścisku kobiety, ale ona przyciąga go zdecydowanie, nie pozwalając się odsunąć. Tadeusz, nie radząc sobie z kobietą, zniechęcony, poddaje się, opada z sił - zwiesza głowę, opuszcza ręce. Telimena obejmuje go ramionami. Tak trwają w bezruchu. Narrator pojawia się, wskazując na parę bohaterów, zwraca się do publiczności Tak oto męstwo młodzieńca nagrodzonym bywa! Pamiętajcież, panowie, - damie trza spieszyć z pomocą, choćby podzięka jej nieporęczną była. Tchórzostwo i kłamstwo rycerza niegodne, i wcale nie przeszłych to czasów maksyma. Wy, damy, wiedzcie zaś - natrętnych nie lubią panowie. Umiaru postawą więc swą wyważoną dbajcie o honor, by czasem na śmieszność i kpinę nie być narażoną. Opracowanie: Bogna Jankowska Wyświetleń: 11692
Uwaga! Wszystkie materiały opublikowane na stronach Profesor.pl są chronione prawem autorskim, publikowanie bez pisemnej zgody firmy Edgard zabronione. |