W_029
Obraz Polski w oczach Marcina Kozery.
Marcin Kozera urodził się w Anglii jako syn polskiego
emigranta. Nigdy nie był w Polsce, zresztą czuł się Anglikiem. Wyobrażenie
o swojej ojczyźnie mógł mieć tylko z opowieści ojca i z zajęć, jakie odbywały
się w polskiej szkole przy Charles Square w Londynie. Były to jednak pojedyncze
obrazy.
O tym, jak niewiele Kozera wiedział o Polsce, świadczy
pytanie, jakie niegdyś zadał Krysi podczas wspólnego spaceru po Londynie.
Spytał ją mianowicie, czy w jej rodzinnym Łowiczu są tak wspaniałe budowle,
jak te w stolicy Anglii. Pewien wtedy był, że nie ma drugiego miejsca równie
niezwykłego jak JEGO Londyn.
Obraz Polski w głowie Kozery składał się raczej
z uczuć niż z konkretnych wiadomości. Pewne wyobrażenie o aktualnej sytuacji
w swojej ojczyźnie uzyskał podczas przygotowywania wraz z innymi uczniami
w polskiej szkole przedstawienia bożonarodzeniowego. Wiele rozmawiało się
wtedy o tym, że kraj znajduje się pod okupacją zaborców, mówiono o walce
o niepodległość, o boju z "nierozumnym najeźdźcą". Kozera przeżywał już
wtedy sprawy Polski równie silnie jak inne dzieci. Oto jak opisała to Dąbrowska:
"[...] od takich właśnie uczuć huczały w milczeniu serca wszystkich dzieci,
nie wyłączając Marcina. Pani poznała to po rozżarzonych oczach [...]".
Czasem sprawy pozornie drobne potrafiły wzbudzić
w chłopcu niezwykle silne uczucia. Tak było np. z dekoracją do przedstawienia,
która przedstawiała nocne niebo i pokryte śniegiem pola. Niezwykłe wrażenie
na Marcinie zrobił właśnie śnieg, którego w Londynie nigdy nie widział.
Spytał wtedy nauczycielki: "- Tak jest w Polsce?". W pytaniu tym zawarta
była niezwykła dawka uczuć.
Polska była dla Kozery wielką tajemnicą. Mimo, że
nigdy jej nie odwiedził, stanowiła niemal ciągły przedmiot jego rozmyślań.
Nurtujące go pytanie o swoją narodowość wymagało odpowiedzi. Nie wiedział,
czy ma prawo czuć się Anglikiem, ale nie miał też pewności, czy zasłużył
na to, by nazywać się Polakiem. Gdy udało mu się w końcu odpowiedzieć na
to pytanie, zapragnął jak najszybciej wyjechać wraz z ojcem do Strzałkowa,
ich rodzinnej wsi. Polska stała się w tym momencie dla niego najważniejszym
miejscem na świecie, co wyraził następującymi słowami: "I ja nie opuszczę
Polski w nieszczęściu. I nawet wrócę do niej. A ona będzie potem wolna
i potężna jak Anglia - i ja będę miał prawo pysznić się nią. Ja ją kocham.
Kocham!"
[ML]