W_045
Charakterystyka "Dobrej" pani.
Ewelina Krzycka - tak nazywa się w rzeczywistości
tytułowa postać opowiadania E. Orzeszkowej pt. "Dobra Pani" - była
kobietą dojrzałą, około czterdziestoletnią, ale wciąż bardzo atrakcyjną.
Ubierała się często na czarno, była brunetką i miała czarne oczy.
Posiadała spory majątek, którym dysponowała samodzielnie
odkąd została wdową. Mieszkała w komfortowo urządzonej willi, gdzie miała
do swojej dyspozycji służącą, kucharzy i pokojówki. Co prawda w czasie,
gdy rozgrywa się akcja opowiadania, jej sytuacja majątkowa nieco się skomplikowała
i nie mogła już sobie ona pozwolić na ciągłe podróże do ciepłych
krajów, które dawniej odbywała, niemniej i tak była najzamożniejszą osobą
w miasteczku.
Odczuwała jednak wyraźnie niezadowolenie z życia.
Zdawało jej się, że starzeje się, że ubywa jej sił. Czuła wyrzuty
sumienia. Z czego zaś one wynikały? Oto odpowiedź: "Nie czyniła nic dobrego
i wyrzucała to sobie często i gorzko. Żądza czynienia dobrze była jedną
z najżywiej drgających strun jej ducha". Dawniej, gdy wiele podróżowała,
brała udział w licznych akcjach charytatywnych, lecz tutaj, w Ongrodzie,
nie widziała żadnej okazji, by przyjść komuś z pomocą. Owszem, wręczała
często hojne datki, lecz to jej nie satysfakcjonowało - pragnęła czynów
bardziej spektakularnych.
W ostatnim słowie poprzedniego akapitu kryje się
cały haczyk. Wydawać by się mogło do tej pory, że Ewelina Krzycka była
postacią szlachetną, gotową poświęcić swój majątek i siły, by wspomagać
potrzebujących. Nie czyniła jednak tego tylko z dobrego serca. W pewien
sposób pragnęła poniżać ludzi, którym pomagała. Oto jakie myśli towarzyszyły
"dobrej pani", gdy zdecydowała się wstąpić do Towarzystwa Dam Dobroczynnych:
"O ucho jej obiją się dziękczynne i błogosławiące wyrazy tych, pośród których
zjawi się niby anioł pomocy i pocieszenia". Jak widać z przytoczonego cytatu,
pomagała innym po to tylko, by móc nacieszyć się ich wdzięcznością. Nie
musiała pracować, ponieważ była wystarczająco bogata. Aby się zbytnio nie
nudzić, urządziła sobie zabawę w niesienie pomocy.
Nie można jednak tego całkowicie potępiać, gdyż
w ostatecznym rozrachunku ważniejszy jest pozytywny efekt niż motywy postępowania
"dobrej pani". Szkopuł leży w tym, że efekty również nie były pozytywne.
Dlaczego? - o tym za chwilę.
Pani Ewelina była niezwykle czuła na punkcie estetyki. Uważała swój
gust za bardzo wyrafinowany, co demonstrowała w sposobie ubierania się,
poruszania czy jedzenia. Piękna forma i odpowiednia kolorystyka miała dla
niej znaczenie fundamentalne, natomiast brud i szkarada budziły w niej
niepohamowaną niechęć.
Powyższe cechy ujawniły się chociażby podczas pierwszej
wizyty Helki w domu Eweliny. Służąca musiała najpierw umyć dziecko i odziać
w piękną sukienkę, jedwabne pończoszki i zgrabne trzewiki zanim "dobra
pani" odważyła się przytulić do siebie Helkę.
Helka była ślicznym dzieckiem, prawdziwym cherubinkiem,
co oczywiście sprawiało Ewelinie dużo radości. Do tego łatwo uczyła
się francuskiego i bardzo szybko nabyła wytwornych manier. Jednak gdy zaczęła
dorastać, przeobraziła się ze słodkiego dzieciątka w niezgrabnego podlotka.
Jej niewinne do tej pory żarty stały się nagle dla Eweliny nieznośnymi
kaprysami. "Dobra pani" zaczęła unikać spotkań z Helką, coraz częściej
odsyłając ją do służącej.
Ujawniła się tutaj kolejna cecha Eweliny - mianowicie
jej gorące uczucia bywały bardzo nietrwałe. Po pewnym czasie okazywało
się, że ktoś (lub coś) dla niej bardzo do tej pory bliski, stawał się nudny
i nieatrakcyjny. Przed Helcią ulubienicą Eweliny był pies Elf. Przed psem
była papużka, a przed papużką obecna służąca Eweliny, która niegdyś podobnie
jak Helcia trafiła do domu "dobrej pani". Ewelina obiecywała, że wprowadzi
ją w wielki świat, zrobi z niej damę, lecz po pewnym czasie znudziła się
... Zaś po Helci przyszedł czas na pewnego artystę z Włoch, muzyka, który
stał się największym przyjacielem Eweliny. Zapewne nie na długo...
Jak widać, Ewelina igrała z ludzkimi uczuciami.
Obiecywała wiele i z początku dotrzymywała obietnic. Potrafiła być serdeczna,
szczodra i wesoła. Ludzie patrzyli wtedy na nią z podziwem, mówiąc, że
jest niczym święta. Przychodził jednak moment, w którym znudzona stwierdzała:
"Nie pojmuję już, jak mogłam tak bardzo lubić takie nudne stworzenie..."
Ewelina Krzycka to postać moim zdaniem negatywna,
a określenie "dobra pani" jest wybitnie ironiczne. Lepiej bowiem nie stwarzać
innym ludziom nadziei i złudzeń, jeżeli później ma się z nich w okrutny
sposób zakpić. "Dobra pani" bawiła się kosztem innych; dobroczynność zaczynała
się w momencie, gdy "było już jej tak pusto i nudno na świecie, czuła się
taka samotna, taki grobowy chłód ją ogarniał".
[ML]