W_047
Obraz życia dzieci wiejskich w XIX wieku - na podstawie "Dobrej
pani", "Janka Muzykanta" i "Antka".
Wiek XIX dla większości Polaków, mieszkających w
kraju podzielonym pomiędzy trzech zaborców, był niezwykle ciężki. Liczne
powstania i restrykcyjna polityka Rosji, Prus i Austrii przyczyniały się
do stopniowego upadku gospodarki, co szczególnie dotkliwie dawało się odczuć
na wsi. Dlatego też życie dzieci na wsi w XIX wieku było bez porównania
gorsze niż dzisiaj.
Wiejskie dzieci już w wieku czterech lub pięciu
lat rozpoczynały pracę w gospodarstwie, przy pasaniu owiec czy pilnowaniu
świń. Mało kto mógł sobie pozwolić na posyłanie swojego dziecka do szkoły,
ponieważ było to kosztowne, a w gospodarstwie liczyła się każda para rąk.
Zresztą szkoła też miała niewiele wspólnego z instytucją, którą dzisiaj
rozumiemy pod tym pojęciem. Zwykle była to jedna klasa, w której odbywały
się wspólne zajęcia dla dzieci w różnym wieku. O poziomie takiej szkoły
niech świadczą słowa, wypowiedziane przez jednego z gospodarzy w "Antku",
zachwalającego miejscowego nauczyciela: "Mój przecie chłopak chodzi do
niego dopiero trzeci rok i już zna całe abecadło - z góry na dół i z dołu
do góry." Komentarz do tej wypowiedzi jest chyba zbyteczny. Antek, gdy
udało się go wysłać do szkoły, przez trzy miesiące uczył się czterech pierwszych
liter alfabetu, a większość czasu spędzał pilnując świń nauczyciela i obierając
kartofle w jego kuchni.
Nie istniało też w zasadzie coś takiego, jak opieka medyczna. Jeżeli
dziecko nie wyzdrowiało samo, nie mogło w zasadzie liczyć na przyzwoitą
kurację. Jankowi zaraz po urodzeniu nie dawano szans na przeżycie, ale
jakoś przetrwał najgorszy okres. Później jednak, gdy Stach obił Janka zbyt
mocno rózgą, nikt nie mógł mu pomóc i chłopiec zmarł. Gdy zachorowała Rozalka,
siostra Antka, wsadzono ją do gorącego pieca, żeby się wypociła. Dziewczynkę
oczywiście spalono w ten sposób żywcem. Jednak śmierć dziecka nie robiła
we wsi na nikim większego wrażenia oto co stwierdza narrator w Antku:
Alboż to jedno dziecko co rok we wsi umiera, a przecież zawsze ich pełno!.
Warunki, w jakich mieszkało wiele wiejskich dzieci,
były dalekie od zadowalających. Zatęchłe domy, brak urządzeń sanitarnych,
pluskwy i szczury to wszystko było codziennością. Bardzo niewyszukany
był wiejski jadłospis. Mięso należało do wyjątkowych rarytasów, zwykle
była to np. zupa na chlebie. Również stroje były siermiężne, a do tego
rzadko je zmieniano. Oto co mówi Janowa o Helce z "Dobrej pani": "trzy
dni koszulę ponosi, płacze, pytam się: 'czemu płaczesz?' 'Koszula brudna!'
- powiada... A myje się to, czesze [...]".
Dzieci, które pragnęły czegoś więcej niż pracować
w gospodarstwie, niewielkie miały szanse na realizację swych marzeń. Janko,
którego największą pasją była muzyka, uchodził za lenia i nieroba. Jego
rozmarzone spojrzenie i częste popadanie w zadumę sprowadzały na niego
tylko wymówki i razy ze strony innych ludzi. Podobnie rzecz się miała z
Antkiem, który z kolei bez przerwy rzeźbił w drewnie i marzył o budowaniu
wiatraków. Uważano go za darmozjada, a ostatecznie zmuszono do odejścia
ze wsi, by w mieście poszukał sobie pracy.
Jak widać z powyższego opisu, życie wiejskich dzieci
w XIX wieku nie było łatwe. Mimo to nie traciły pogody ducha, potrafiły
się bawić, rzadko też faktycznie zdawały sobie sprawę ze swojego ubóstwa.
Nie przeszkadzała im zbytnio ciężka praca w polu, a nawet prosty posiłek
sprawiał dużą radość. Mimo wszystko jednak nie ulega wątpliwości, że od
XIX wieku do naszych czasów dokonał się duży postęp, którzy uczynił życie
dzieci na wsi dużo łatwiejszym, wygodniejszym i bezpieczniejszym.
[ML]